Rynek książek dla dzieci jest po brzegi wypełniony wszelkiego rodzaju publikacjami, więc aby się przebić, często trzeba przygotować książkę nie tylko wartościową pod względem merytorycznym, ale także akrakcyjną dla młodego czytelnika, jeśli chodzi o formę. Wszelkiego rodzaju przesuwanki czy książki z dziurami cieszą dzieci, więc jest ich coraz więcej – dla mnie super, bo dzięki temu więcej pociech zacznie czytać z rodzicami już od małego. Ale jest też minus takiej sytuacji – coraz trudniej czytelnika zaskoczyć. Dość mocno „siedzę” w literaturze dziecięcej i jej  nowościach, obserwując, co w trawie piszczy, więc wiem, że o oryginalne ujęcie jakiegoś sensownego tematu jest trudno – bo wydaje się, że wszystko już było. Na szczęście trafiają się publikacje takie jak ta, gdzie efekt wow znów do mnie przychodzi, przekonując, iż przesyt na rynku literatury dziecięcej to jednak fikcja.

Litery – dla dorosłych oczywistość, dla dzieci coś, co wcale takie proste nie jest, za to ciekawe na pewno. Pamiętam własne zdziwienie, gdy z ust mojej wówczas dwuletniej córki, podczas układania puzzli z literkami, padły słowa: „Z jak zebra”. Brwi podjechały mi na czoło, a w głowie zaświeciła się lampka: „Wow, to już?”. Skoro zatem zauważyłam u córki zainteresowanie tym tematem, zaczęłam szukać odpowiedniej książki – takiej, która nie będzie zbyt trudna, nudna, za to atrakcyjna, no i fajnie by było, gdyby jeszcze posłużyła na trochę dłużej. Znalazłam. Poznajcie „Abecadło pod lupą”.

Na pewno spotkaliście się już ze schematem książki o alfabecie, gdzie każda rozkładówka poświęcona jest innej literze. Tutaj też go zastosowano, niemniej dodano coś więcej, coś, co odpowiada za ten efekt wow. Tym czymś jest lupka z czerwonym „szkiełkiem”, która po przyłożeniu do dużej, czerwonej litery pokazuje, że ukryły się w jej wnętrzu różne rzeczy rozpoczynające się właśnie na tę literę. Na sąsiedniej stronie znajdują się z kolei różne wyrazy oraz sformułowania, w których dominuje dana litera – wszystko to ujęte w bardzo miłą dla oka grafikę.

U nas na razie królują prawe strony rozkładówek, czyli te, gdzie należy używać lupki. Córa rozpoznaje już niektóre litery, a dzięki zabawie z lupką sama wyszukuje i wymienia kolejne wyrazy rozpoczynające się na nie. Najbardziej rozbawiła mnie sytuacja, kiedy przy Z zaczęła lupką szukać Zosi, bo przecież Zosia też jest na Z 🙂

Ta publikacja naprawdę jest warta uwagi – atrakcyjna pod względem formy, bardzo wartościowa, jeśli chodzi o tematykę, w dodatku poszerzająca słownictwo, także u starszaków, bo znajdziemy tu wyrazy nie tylko proste, takie jak ananas, ale także na przykład amebę. Zdecydowanie polecam!