Temat emocji w publikacjach skierowanych do dzieci jest mi niezmiernie bliski. Ja także napisałam o tym niełatwym zagadnieniu książkę, która w tym roku pojawi się w sprzedaży. Wiem, jak delikatny jest to temat, jak indywidualny i dyskusyjny. Swojej córce już od najmłodszych lat staram się wyjaśniać, że emocje nie dzielą się na dobre i złe, fajne i niefajne, że wszystkie one są naturalne i nam potrzebne. Że to normalne, iż każdy z nas czasem odczuwa złość, smutek czy wstyd i nie warto z tym walczyć. Pozwalanie sobie na przeżywanie różnych emocji oraz reagowanie na nie w sposób, który nie krzywdzi ani nas samych, ani innych to jedne z najtrudniejszych, ale też bardzo przydatnych w życiu umiejętności. I z takim samym podejściem spotkałam się w tej książce, gdzie wzięto pod lupę jedną z niełatwych, choć bardzo powszechnych emocji – smutek.

Już po pierwszych kilku stronach wiedziałam, że książka traktuje o smutku w sposób, który jest mi bliski. Autorka nie zamiata go pod dywan, nie ukrywa, nie udaje, że go nie ma. Smutek w tej książce przychodzi do głównego bohatera, który stara się go oswoić oraz… zrozumieć. Bo być może smutek nie chce być sam, możliwe, że boi się samotności i odtrącenia, więc może by go tak… rozweselić? Wziąć na spacer, poczęstować ulubionym napojem? Dlaczego nie, istnieją całkiem spore szanse, że wtedy poczuje się on potrzebny i następnego dnia po przebudzeniu nie będzie już po nim śladu.

Bardzo podoba mi się ta koncepcja, bo dzięki temu, że dziecię stara się zadbać o smutek i go rozweselić, przy okazji dba o samego siebie i rozwesela siebie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Ten sprytny sposób nosi w sobie coś, co bardzo cenię w ludziach – empatię. Bo tutaj dbamy okogoś innego, pragniemy okazać zainteresowanie komuś innemu, a w końcu przekonujemy się, że pomaganie innym pomaga też nam. To taki drugi, ukryty wątek w mojej interpretacji tej pięknej książki z niesamowicie budującym przesłaniem.

Tekstu w książce nie jest dużo, więc można po nią sięgać zarówno z dzieckiem młodszym – moja córa ma dwa lata i cztery miesiące – jak i ze starszakiem, z którym można – i warto – podjąć dodatkowo rozmowę, jak on rozumie przesłanie płynące z tekstu. Bo to jedna z tych książek, gdzie nie ma jednej jedynie słusznej interpretacji.

Piękne, delikatne ilustaracje nie zajmują wiele miejsca, pozostawiając dużą ilość białej przestrzeni wokół, i moją pierwszą myślą było to, czy zostawiono ją tam specjalnie? By zachęcić do zapełnienia wolnego miesca własnymi myślami, spostrzeżeniami, rysunkami? Nie wiem, ale na pewno wtedy książka nabierze jeszcze bardziej wyjątkowego charakteru.

Publikacja naprawdę warta polecenia. Dla dzieci, ale też dla rodziców, którzy nie mają pomysłu na to, jak podjąć z dzieckiem temat odczuwania emocji, które nie zawsze są łatwe. Oby więcej takich książek na rynku.