Port – niby większość z nas wie, co to takiego, ale nie każdemu jest dane zobaczyć takie miejsce na żywo. Otwarcie przyznaję, że ja nigdy nad morzem nie byłam i tak naprawdę nie wiem, czy kiedyś tam zawitam. Mieszkamy na południu kraju i wraz z mężem zdecydowanie wolimy góry. Osobą, która być może kiedyś nakłoni nas do zawitania nad Bałtykiem, jest nasza córa. Ale żeby chciała poznać tę część Polski, najpierw musi wiedzieć, co tam spotka i czy to jej się podoba. Port brzmi całkiem nieźle, zwłaszcza jeśli oprowadzają nas po nim Sam i Julia, dwie sympatyczne myszy z Mysiego Domku.

Znamy już kilka książek z tej serii i w moim odczuciu ta właśnie jest najbardziej wartościowa pod względem poznawczym, być może uważam tak dlatego, że dotyczy ona tematyki, która nie jest moją mocną stroną, więc i ja czerpałam wiedzę i – jak zwykle – przyjemność z lektury. Tak więc tym razem Sam i Julia zabierają nas do portu, do dziadka będącego marynarzem. Małe myszki wejdą na pokład statku, ale udadzą się także na targ rybny, zawitają w stoczni, gdzie naprawiane są statki, ale również w powrozowni, gdzie skręca się długie liny. Co więcej, nasi bohaterowie wezmą udział w wyścigu łajb maszkaronów, ale przedtem będą musieli zrobić własną łódkę, bo o to właśnie w tej rywalizacji chodzi. Jak udadzą im się zawody? Tego dowiecie się już z książki.

Jak zwykle w przypadku tej serii największą zaletą książki jest jej warstwa graficzna. Karina Schaapman po raz kolejny nie zawiodła i stworzyła przestrzeń, od której ciężko oderwać wzrok. Jej port i jego zakamarki są naprawdę prześliczne, wykonane z wielką dbałością o każdy szczegół. Jestem pod dużym wrażeniem tego, z jaką pasją i zaangażowaniem autorka tworzy świat mieszkańców Mysiego Domku.

Znamy już z córą rozkład Mysiego Domku, byliśmy z Samem i Julią w lunaparku i trochę mi smutno, że została jeszcze tylko wizyta w teatrze i cyrku. Kiedy już raz zawita się do świata wykreowanego przez Karinę Schaapman, trudno potem z niego wyjść. Dlatego bardzo bym chciała, by te książki wciąż powstawały i cieszyły nie tylko dzieci, ale też dorosłych czytelników.