Twórczość Pawła Fleszara miałam przyjemność poznać już wcześniej przy okazji „Wyśnionej jedenstki” – książki, która do tej pory nie została wydana, choć po cichu liczę, że teraz, po debiucie autora, to się zmieni, bo ta opowieść naprawdę zasługuje na to, by przelać ją na papier i pokazać szerszej publiczności.

Tym razem także akcja rozgrywa się w Krakowie, co dla mnie zawsze stanowi dodatkowy atut- to miasto, w którym spędziłam dziesięć lat, więc oczami wyobraźni widzę te wszystkie opisywane miejsca. Głównym boheterem powieści jest Kris, mężczyzna w średnim wieku, zawodowy żołnierz, prywatnie mąż i tata kilkuteniego chłopca. Kiedy Kuba, jego przyjaciel z dzieciństwa, popełnia samobójstwo, wyskakując z okna, Kris postanawia udać się do Krakowa, by sprawie przyjrzeć się bliżej. Powoli, stopniowo odkrywa kolejne tajemnicze i zaskakujące fakty z życia zmarłego kolegi, starając się to złożyć w logiczną całość, co wcale nie jest sprawą prostą. Zwłaszcza gdy okazuje się, że trafił na trop nielegalnych interesów i zupełnie nieświadomie nadepnął na odcisk osobom, od których powienien trzymać się z daleka. To, w co wciągnął go Kuba po swojej śmierci, momentami naprawdę mrozi krew w żyłach. Z każdym kolejnym rozdziałem czytelnik zatraca się coraz bardziej w tej opowieści, współczując jednocześnie głównemu bohaterowi, że wdepnął w takie bagno. Czy uda mu się wyjść z niego jeśli nie zwycięsko, to chociaż cało? Tego dowiecie się już z książki.

Ilość ciekawych i oryginalnych elementów, jakie pojawiają się w tej książce, jest naprawdę zaskakująca. Tym bardziej że autorowi udało się je wszystkie zmieścić w opowieści, która wciąga od pierwszej do ostatniej strony, a przy tym nie trąci kiczem. Ten, kto liczy na kolejny kryminał z dość oczywistym wątkiem, poczuje się rozczarowany. Bo tutaj mamy i filmy snuff, i sekretny język Indian. Serio!

W dodatku autor przeplótł kolejne rozdziały wycinkami z gazet i artykułami z lokalnych portali informacyjnych, w których czytamy między innymi o tytułowej powodzi, ale nie tylko.

To wszystko sprawia, że „Powódź” to książka, przez którą się płynie – to lektura intrygująca, wciągająca, taka, od której trudno się oderwać. A że akcja dzieje się w Krakowie, dla mnie także sentymentalna, fundująca prywatną podróż do przeszłości. Dlatego z czystym sumieniem polecam tę historię wszystkim tym, którzy od książki oczekują ogromu emocji i niebananej fabuły. Warto, naprawdę.