Z Isadorą Moon jesteśmy chyba od początku, obejmując patronatem wszystkie części serii. Oto kolejna z nich. Tym razem nasza sympatyczna bohaterka pragnie zostać światowej sławy baletnicą, zupełnie jak jej idolka, której plakat trzyma w pokoju, a zdjęcia i wycinki w specjalnym albumie.

Możecie sobie zatem wyobrazić, jak wielka jest radość Isadory, gdy okazuje się, że pani w szkole zaplanowała wycieczkę właśnie na spektakl, w którym ma wystąpić ulubiona baletnica Isadory. Co ciekawe, w organizację wycieczki oraz opiekę nad dziećmi chcą się włączyć również rodzice Isadory, co z pewnością przyniesie moc zabawnych i niespodziewanych zdarzeń – tak to już jest, gdy twój tata jest wampirem, a mama elfką. No i przecież wampiry w dzień śpią, więc warto docenić poświęcenie taty, który pragnie uczestniczyć w życiu szkolnym swojej starszej córki. I cała wyprawa byłaby dla Isadory wspaniała, gdyby nie to, że w jej trakcie zawieruszył się gdzieś jej przyjaciel – Różowy Królik. Czy uda się go odnaleźć? Gdzie się podział ten sympatyczny stwór?

Przy okazji tej części po raz pierwszy sięgnęłyśmy po przygody Isadory z moją córą. Dotychczas uważałam, że jest zdecydowanie za młoda na taką lekturę – ma 2 lata i 3 miesiące – ale okazało się, że już przy pierwszym czytaniu dobrnęłyśmy do połowy. Dokończyłyśmy kolejnego dnia. Było to dla mnie duże zaskoczenie, ale bardzo pozytywne. Dużą zaletą seriii o Isadorze Moon jest jej kolorystyka, choć jeszcze jakiś czas temu nie podejrzewałabym się o takie słowa w odniesieniu do takiej ilości różu. Jednak przykład mojej córy pokazuje, że połączenie różu, bieli i czarni jest dla młodych czytelników atrakcyjne. Książka ma co prawda dość niewielki format, niemniej ilość ilustracji to rekompensuje.

To już piąta część serii o Isadorze. Cieszę się, że możemy aktywnie uczestniczyć w jej promocji, bo są to książki lubiane przez dzieci, zapewne przede wszystkim dziewczynki. Tutaj mamy dodatkowo bardzo wdzieczny temat – w końcu w życiu wielu dziewczynek przychodzi taki etap, gdy chce się zostać baletnicą. I to jest fajne, bo wiele czytelniczek będzie mogło się z takimi marzeniami utożsamić.