Pisałam już kiedyś o jednej książce z tej serii. Nie szczędziłam jej komlementów, bo naprawdę na to zasługiwała. Po kolejne części sięgałam już zatem ze spokojem, pewna, że to nie będzie niewypał, ale następna lektura, która zabierze mnie i córę we wspaniałą podróż do Mysiego Domku.

Tym razem w tę przepiękną okolicę zawitał lunapark. Sam i Julia ochoczo obserwowali to, jak powstaje, z chęcią także odwiedziliby to miejsce, gdy już wszystkie atrakcje będą dostępne dla zwiedzających, ale istniał jeden problem – każda z nich była płatna, a małe myszki nie miały pieniędzy. Co zatem zrobiły? Zamiast prosić rodziców, co zwłaszcza w przypadku Julii mogłoby się okazać ponad siły i zasoby jej mamy, odwiedzili Szmaciarza, pytając, czy ma on dla nich jakieś zajęcie. Ten zaproponował im sprzedaż kilku przedmiotów, które szkoda jeszcze wyrzucić, zyskami mieli się podzielić. W ten sposób nasza para przyjaciół odwiedzała kolejne osoby, które mogły się zainteresować towarem, który posiadali do zaoferowania. A było to wcale nie byle co, bo w antykwariacie dowiedzieli się, że są w posiadaniu pierwszego atlasu Mysiego Domku, jaki powstał. Gdy już uczciwie zapracowali na wizytę w lunaparku, mogli oddać się rozrywce.

Bardzo podoba mi się, że dzięki tym wszystkim wizytom w różnych miejscach młodzi czytelnicy mogą poznać miejsca, które niekoniecznie odwiedzają na co dzień, i dowiedzieć się, co się w nich robi. Może i każdy wie, czym zajmuje się krawiec, ale już na przykład serowarnia może stanowić zagwozdkę. A kiedy już zrobimy sobie ten spacer po Mysim Domku i jego zakładach pracy, udamy się do lunapadku, gdzie poznamy  wiele jego atrakcji. Dzięki takiemu ujęciu tematu książka przedstawia nie tylko ciekawą i przepięknie zilustrowaną historię. Ma ona w dodatku wartość poznawczą dla małego człowieka.

Za każdym razem, gdy sięgamy po Sama i Julię, mam ochotę zapytać córy, czy chce, bym uszyła jej podobizny tych myszek. Powstrzymuje mnie jedynie obawa, że nie będą nawet do nich podobne, wszak autorka stworzyła prawdziwe dzieło sztuki, a moim jedynym dokonaniem w zakresie krawiectwa jest jak na razie uszycie mało wiernej oryginałowi Świnki Peppy. Cóż, mam nadzieję, że przełamię w końcu ten wewnętrzny opór, bo wiem, że sprawiłabym tym dużą radość córze, która uwielbia bohaterów zamieszkujacych Mysi Domek. Jeśli zatem posiadacie choć trochę talentu krawieckiego, igła i nitka w dłoń – wtedy lektura będzie jeszcze przyjemniejsza.