Uwielbiam ten moment, kiedy spotykamy  na swej drodze zabawki lub zabawy, które są kształcące i rozwijają wiedzę o świecie… nie tylko u dziecka. Bezapelacyjnie seria maskotek i pacynek z National Geographic posiada te cechy. Za każdym razem, gdy dochodzi u nas do wyboru kolejnej maskotki, która ma zasilić pluszakową kolekcję mojej córy, dziwię się, jak wiele jest na świecie gatunków zwierząt, o których ja, dorosła osoba, nie słyszałam. I właśnie taki okaz trafił ostatnio do naszego domu. Kukang? Musiałam sobie wygooglać, co to za zwierzę, więc przy okazji dowiedziałyśmy się kilku ciekawostek na temat tych rozkosznych przedstawicieli świata fauny. Córa była tak zachwycona naszymi odkryciami, że zażyczyła sobie… żywego kukanga! Na szczęście ten z National Geographic jest wierny oryginałowi, więc z powodzeniem jej go zastąpił. A ja odetchnęłam z ulgą 🙂

Odkąd w naszym domu zaczęły pojawiać się pluszaki z National Geographic, zrobiło się w nim… więcej miejsca. Paradoksalne? Nie do końca, po prostu te maskotki tak bardzo absorbują uwagę dziecka, że moje pozwoliło, by spakować do pudeł i wynieść inne, w zasadzie poza tą serią została nam jedynie Pszczółka Majaoraz Smok Wawelski, reszta powędrowała do innego pomieszczenia i poczeka, aż córa zatęskni. I choć staram się podążać za potrzebami mojego dziecka, także tymi zabawowymi, to nie ukrywam, że ta dodatkowa przestrzeń mnie cieszy, bo pluszaki to coś, co trudno sensownie rozmieścić w pokoju, jeśli jest ich dużo.

Tak więc, korzystając z zainteresowania córy tym zwierzęciem, porozmawiałyśmy sobie trochę o tym gatunku – przyznaję, że podpierałam się informacjami z sieci – na mapie pokazałyśmy, gdzie żyją kukangi i jak daleko jest to od miejsca, w którym my mieszkamy. Córa próbowała na swój sposób opisać maskotkę, najbardziej podoba jej się miekkie futerko i oczy. I tu się z nią zgadzam, bo wszystkie pluszaki z tej serii są przemiłe w dotyku, zaś ten konkretny ma naprawdę sympatyczny wyraz twarzy i spojrzenie. Zdecydowanie polecam takie zabawy – z uwzględnieniem mapy, wprowadzając nieco geografii do zabawy. Ale to nie wszystko. U nas hitem stały się także pikniki, które córa urządza swoim maskotkom – czasem na kocyku, czasem przy stoliku śniadaniowym, a gdy było ciepło, przenosiłyśmy się na trawę.

Seria National Geographic to coś, co zdecydowanie warto polecać. I ja to czynię przy każdej możliwej okazji – tak w recenzjach, jak i we wpisach z polecanymi prezentami czy rozmowach ze znajomymi rodzicami. Im więcej osób wie o tych cudeńkach, tym lepiej.

Zabawkę zrecenzowałam dzięki uprzejmosci portalu dante.com.pl.

Zabawkę kupicie tutaj.