Często jest tak, że sięgając po jakąś książkę, robimy to już z określonymi oczekiwaniami, założeniami, czymś, co nakierowauje nasz tok rozumowania na odpowiednie tory. Ta okładka i ten tytuł wydawały mi się tak enigmatyczne, że spojrzałam do opisu, choć nie zawsze to robię. Ten zaciekawił, ale w dalszym ciągu miałam takie rzadko spotykane poczucie, że lekturę zacznę z czystą kartką. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, nic nie zakładałam, po prostu poddałam się temu, co spotykałam na kolejnych kartach. To było dla mnie coś nowego, bo zazwyczaj staram się odgadnąć zakończenie i przebieg akcji, jeszcze zanim autor nam to zdradzi. Tutaj tak nie miałam, prynajmniej od pewnego momentu. I wiecie co? Podobało mi się to – żadnych hipotez, żadnych oczekiwań, czysta przyjemność z czytania.

Tomasz, jeden z bohaterów tej opowieści, to autostpowicz, który próbuje znaleźć podwózkę do stolicy. Na dworze mroźno, ponuro i nieprzyjemnie, tymczasem ratunku znikąd. Do czasu, aż zgarnia go niepozorny starszy pan, który jedzie akurat do Warszawy. W trakcie podróży okazuje się, że ma on dość oryginalną teorię na to, że świat zmierza ku zagładzie. Twierdzi on, że jakaś nieokreślona grupa ludzi – ja od razu ironicznie pomyślałam o Żydach, cyklistach i masonach – wpływa na myśli zwykłych ludzi i czyni ich sobie podległymi. Wszechobecna kontrola, także naszych umysłów, to coś, co wedle kierowcy, który zabrał ze sobą Tomka, trzeba zwalczać. I właśnie do tej walki zamierza on zaangażować Tomasza, mianując go nawet swoim giermkiem. Brzmi abstrakcyjnie? To dopiero początek, chaos, jaki panuje w głowie tego faceta jeszcze niejednokrotnie was zaskoczy. Bo czy to przypadek, że z pobliskiego szpitala psychiatrycznego uciekł akurat wariat, który chciał zabić własną rodzinę? Tego wam nie zdradzę, ja sama zmieniałam co do tego zdanie parę razy, a to znaczy, że autor dobrze pokierował tym wątkiem. Tutaj co chwilę dowiadujemy się czegoś nowego z życia tej osobliwej dwójki, zwłaszcza kierowcy, i na tej podstawie dopasowujemy elementy układanki do siebie – aż do czasu, gdy autor jednym posunięciem zburzy naszą teorię. I właśnie po kilku takich nieudanych próbach poddałam się i po prostu czytałam, zdając się na ścieżkę, którą prowadził mnie autor.

To książka inna od tych, po jakie sięgam na co dzień. I to także wpłynęło na mój odbiór. Czułam, że to takie świeże, nowe dla mnie. Nie dostrzegałam tu żadnych schematów, bo po prostu takich nie znałam, zresztą dalej ich nie widzę. Na pewno nie jest to książka, w której akcja toczy się w takim tempie, że aż trudno za nią nadążyć. Ona brnie sobie naprzód spokojnym, ale pewnym krokiem, za to ciekawość dotycząca przeszłości – i przyszłości – bohaterów utrzymuje zaciekawienie czytelnika. Interesująca, bo nieoczywista – to chyba najlepsze określenie tej publikacji.