Pamiętacie jeszcze moje ochy i achy po lekturze „Pasażera na gapę”? To wyobraźcie sobie, jak bardzo zacierałam ręce, gdy zobaczyłam, że „Córeczki” to ponad sześćset stron takiej emocjonalnej miazgi. Fakt, że autor nie miał łatwo, bo jeśli przy pierwszym spotkaniu z jego twórczością robi aż takie wrażenie, to później oczekiwania czytelnika są naprawdę wysokie. Moje były. Jak zatem poradziły sobie z nimi „Córeczki”?

To histria opowiadająca o losach Ewy i Poli – dwóch młodych kobiet, które dźwigają na swych barkach traumę sprzed lat. To właśnie im został ofiorwany dar życia, gdy w stronę matek kilkuletnich wówczas dziewczynek padło pytanie, które zmieniło wszystko. Najpierw psychopata, nazwany przez nasze bohaterki Strachem na wróble, nawiedza dom Ewy, dekadę później trafia do Poli, gdzie sytuacja się powtarza. Prywatne śledztwo, jakiego chcą podjąć się skrzywdzone dziewczyny, nie przynosi efektów, a ich drogi w końcu rozchodzą się. Każda z nich ma własne demony, każda radzi sobie z nimi w inny sposób. Jednym z nich są relacje z matkami – z milczącą i użalającą się nad sobą matką Ewy oraz apodyktyczną i zimną matką Poli. Wszystkie one, matki i córki, przeżyły wizytę Stracha na wróble i każda z tych kobiet musi żyć ze świadomością, że odpowiedź na zadane pytanie mogła być zupełnie inna. Pola będzie jednak musiała schować dumę do kieszeni i nawiązać ponowny kontakt z Ewą, gdy pojawia się nowy trop, który ma doprowadzić je do psychopaty, który zniszczył ich życia.

To książka, w której jest miejsce na strach, niepewność, poczucie krzywdy, zdradę, trudne relacje w rodzinie oraz na poznawanie własnych słabości. Bardzo mocna, grająca na emocjach czytelnika, momentami wodząca go za nas i posuwająca fałszywe ślady, które kuszą, by za nimi podążać. Postacie są bardzo charakterne, daleko im do powszechnie rozumianych ideałów, a jednak czytelnik nawiązuje z nimi pewną nić porozumienia. Książka jest słusznych gabarytów, a jednak nie ma tu czasu na nudę, bo ciągle coś się dzieje, choć przyznaję, że Adrian Bednarek potrafi drażnić się z czytelnikiem, zdradzając o wiele mniej niż na danym etapie lektury chciałoby się wiedzieć.

Ta książka jest naprawdę dobra, jednak moje serce wciąż zostaje przy „Pasażerze na gapę”. Z niecierpliwością czekam na kolejne książki tego autora, bo u Adriana Bednarka naprwdę widać potencjał.