Kiedy obejmuję książkę patronatem, zawsze staram się wskazać grupę docelową czytelników, którym tytuł przypadnie do gustu. Trudno bowiem polecać miłośnikom literatury grozy ckliwą opowieść o miłości lub na odwrót. Tym razem mam jednak probem, bo „Topielica ze Świtezi” w moim odczuciu spodoba się po prostu każdemu. Miałam okazję przeczytać ją o wiele wcześniej, niż ukazała się szerszej publice, i od tamtej pory jestem zauroczona tą historią.

Poznajemy tu Wojtka – nastolatka, który jest zmuszony porzucić swoje dotychczasowe życie i przeprowadzić się na Białoruś, gdzie jego ojciec ma pracwać nad dużym projektem. Początkowe nastawienie chłopaka zmienia się, gdy poznaje on piękną dziewczynę mieszkającą nieopodal. I tutaj zaczyna się robić naprawdę ciekawie, bo nie będziemy mieć do czynienia z tradycyjnie przedstawionym uczuciem. Svetlana jest bowiem vodją, topielicą, która z natury powinna być zła, by wabić i zabijać ludzi wkraczających na jej i brata terytorium. Tymczasem ona marzy o życiu normalnej nastolatki i prosi Wojtka, by pomógł jej spełnić to marzenie. Nie zdradzę, w jaki sposób i czy to w ogóle się uda, ale wierzcie mi, że zakochany nastolatek jest zdolny do naprawdę dużych poświęceń, by uratować ukochaną.

Myliłby się jednak ten, kto myśli, że to koniec historii. To dopiero jej początek. Bo Wojtek i Svetlana spotkają się ponownie po latach, gdy każde z nich prowadzi już w miarę poukładane życie. Ich historia niejednokrotnie was wzruszy, jeszcze częściej zaskoczy, przywoła uśmiech na twarz, ale i zatrwoży, i zasmuci – tutaj na czytelnika czeka cała paleta emocji i trudno w ogóle stwierdzić, która z nich dominuje.

Na pewno nie jest to klasyczna historia o miłości z happy endem. Tak być nie może, jeśli wkraczamy do świata demonów, a właśnie tam zabiera nas autorka. Agnieszka Kaźmierczyk wykreowała wspaniały, bardzo intrygujący świat stworzeń, które zna się z opowieści, ale wkłada się je między bajki. „Topielica ze Świtezi” to książka, która te wszystkie opowiastki łączy w spójną całość, dając czytelnikowi prawdziwą przyjemność z lektury.

Jeślibym miała sporządzić listę patronatów, które najbardziej mnie cieszą i z których jestem najbardziej dumna, ta książka byłaby wysoko, całkiem możliwe, że na samym szczycie. Polecam z całego serca i czekam na kolejne publikacje tej autorki.