Niektóre książki dla dzieci są zupełnie niepozorne, a jednak gdy się na nie skusimy, okaże się, że trafiliśmy na prawdziwą perełkę. „Wielka podróż Małego Ptaszka” to właśnie jedna z takich książek. Poznana przez nas w mało sprzyjających warunkach – córka zakatarzona, z kiepskim samopoczuciem, w poczekalni u lekarza, a jednak słuchała jak urzeczona. Nie narzekała, nie skupiała się na tym, że nosek boli, po prostu z zaciekawieniem słuchała. I ten fakt ulżenia jej w cierpieniu – jakby nie patrzeć, u lekarza bywamy bardzo rzadko, bo córa to okaz zdrowia, więc nie jest przyzwyczajona do chorowania i niedogodności z tym zwiazanych – także wpłynął na to, że tak pozytywnie odbieram tę książkę.

To opowieść o Małym Ptaszku, który pewnego dnia złamał skrzydło i odłączył się od swojego stadka, które odleciało do ciepłych krajów. Na szczęście nasz bohater spotyka na swej drodze jelonka, który postanawia mu pomóc w odnalezieniu bliskich. W ten sposób stopniowo rodzi się między nimi przyjaźń, taka na dobre i na złe, co w trakcie swojej podróży będą mieli okazję wielokrotnie udowodnić.

Bardzo podoba mi się tutaj fakt, że podróż odbywa się przez cały rok, więc możemy zaobserwować cykliczność pór roku i to, jak zmienia się wtedy przyroda i pogoda. Cenię te książki, które stanowią dobry wstęp do rozmowy, a tutaj właśnie z takim zjawiskiem mamy do czynienia.

Na uwagę zasługują tutaj także ilustracje. Są bardzo przyjemne, kolorowe, ale też delikatne –  pomimo dość niewielkiego formatu tej publikacji ilustratorowi udało się uzyskać naprawdę miły dla oka efekt. Twarda oprawa dopełnia całości.

Myślę, że w każdym domu znajdują się książki, które darzy się sentymentem, u nas „Wielka podróż Małego Ptaszka” jest jedną z nich.