Długo zastanawiałam się, jak będzie wyglądał początek naszej przygody z audiobookami. Rozważałam różne rynkowe propozycje, ale wciąż nie mogłam się zdecydować. Decyzja przyszła do nas sama wraz z publikacją „Basia do słuchania”, jako że moja córa od jakiegoś czasu została oficjalnym basioholikiem. Wcześniej także sięgałyśmy po książki z tą bohaterką, niemniej od kilku miesięcy częstotliwość czytania Basi zwiększyła się kilkukrotnie. Ja akurat bardzo się z tego cieszę, ale nie mam też niż przeciwko temu, by od czasu do czasu lektor wyręczył mnie w czytaniu.

Bardzo dużą zaletą tej publikacji jest to, że mamy tu do czynienia z połączeniem czytania w tradycyjnym wydaniu oraz audiobooka. Nie wiem, czy do tej pory powstał jakiś jeszcze obszerniejszy zbiór opowiadań o Basi, ale tutaj historii jest aż jedenaście. Prawie wszystkie przeczytałyśmy od razu, gdy tylko kurier dostarczył nam paczkę z tą książką. I właśnie po takich maratonach stwierdzam, że audiobooki to naprawdę świetna sprawa.

W tym opasłym zbiorze znalazły się następujące opowieści:

„Basia i przedszkole”
„Basia i bałagan”
„Basia i taniec”
„Basia i kolega z Haiti”
„Basia i opiekunka”
„Basia i gotowanie”
„Basia i podróż”
„Basia i alergia”
„Basia i biwak”
„Basia i plac zabaw”
„Basia i słodycze”

Moim faworytem jest „Basia i kolega z Haiti”, moja córa uwielbia też „Basię i bałagan” (a jakże) oraz Basię w tanecznym wydaniu. Ale tak naprawdę wszystkie zyskały jej uznanie, moje także. Dla nas taki obszerny zbiór to naprawdę świetna sprawa, bo zabieramy go i w podróż, i w kolejkę do lekarza, unikając konieczności brania ze sobą kilku książek. Czytamy w takich miejscach dużo, więc dwie-trzy Basie by nie wystarczyły, a większa ilość mało poręczna.

Tak po cichu mi się marzy, że zbierzemy z córką całą kolekcję książek o Basi, jeśli będą w obszerniejszych zbiorkach, tym lepiej, bo lubimy taki format – przygód Basi nigdy dość!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.