Pamiętam, jak duże wrażenie zrobiła na mnie pierwsza książka tej autorki. Bliznę czytałam z zapartym tchem, dlatego po Trzecią terapię sięgałam niemal w ciemno, posiłkując się jedynie blurbem widocznym na okładce. Wiedziałam, że warsztatowo Danuta Chlupová mnie nie zawiedzie, wątpiłam także, że polegnie na polu fabuły. I miałam rację, w obu kwestiach.

Książka zaczyna się dość niepozornie. Grzegorz, mężczyzna w średnim wieku, wybiera się na zagraniczne wczasy z córką. Na miejscu przypadkiem słyszy dziwną rozmowę telefoniczną recepcjonistki, nieświadomej, że przybysz doskonale zna język niemiecki. To z niezrozumiałych dla niego samego przyczyn zaczyna go intrygować, Grzegorz coraz częściej szuka towarzystwa Mathildy, co nie umyka uwadze jego córki, która bynajmniej nie jest szczęśliwa z tego powodu.

Czas teraźniejszy pełni jednak dla mnie w tej opowieści funkcję drugiego planu. Najważniejsze jest to, co działo się wcześniej, to, co doprowadziło Grzegorza i Mathildę do miejsca w życiu, w którym aktualnie się znajdowali. Tego dowiadujemy się stopniowo, a im bardziej zagłębiamy się w te dwie na początku odrebne historie, tym bardziej wciągamy się w powieść, chcąc poznać dalsze losy tych oryginalnie wykreowanych postaci. Grzegorz bowiem, nie mogąc wyrwać się spod toksycznego wpływu własnej matki, nie potrafi sobie ułożyć życia po śmierci żony, choć od tragicznego wypadku minęło już kilkanaście lat. Pozycja, jaką matka wyrobiła sobie w domu podczas lat zajmowania się wnuczką, sprawiła, że wszystkie próby związania się z kobietami na dłużej, kończą się fiaskiem. Mathilda to z kolei pokiereszowana kobieta, która całą młodość spędziła z matką będącą w silnej depresji, co perfidnie wykorzystał pewien psychoterapeuta, przez długi czas poniżając i upadlając dziewczynę, która nie umie sobie poradzić z tym, że jej dziadek był esesmanem.

Jak widać, autorka zaserwowała czytelnikowi mnóstwo splecionych ze sobą wątków, wszystkie ciekawe, mniej lub bardziej intrygujące czytelnika, w zależności co kto lubi. Jedno jest pewne – jest ich tu tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Danuta Chlupová nie zawiodła moich oczekiwań, dość wysokich po Bliźnie. Co więcej, być może ta książka jest nawet lepsza, choć nie chcę wyrokować świeżo po lekturze, gdy do głosu dochodzą emocje – tych tutaj nie brakuje. Z przyjemnością sięgnę także po kolejne ksiązki tej autorki, bo że takie powstaną, nie mam najmniejszych wątpliwości.