Patronaty zawsze cieszą, bo raczej nie są to książki przypadkowe, ale takie, które chce się polecić szerszemu gronu czytelników. Mimo wszystko nawet wśród nich obowiązuje wewnętrzna hierarchia – jedne cieszą bardziej niż inne, a „Ogród Lorenza” zdecydowanie zalicza się do tej pierwszej grupy.

Główny bohater, pół-Francuz, pół-Włoch Lorenzo, od najmłodszych lat pragnął pracować z dzikimi zwierzętami. Kiedy jego ojciec zginął w wypadku, a mama postanowiła ponownie wyjść za mąż, stał się solą w oku ojczyma, który nie potrafił go pokochać czy nawet doceniać, choć był bardzo zdolnym dzieckiem. Powiedzieć, że chłopiec nie miał w życiu lekko, byłoby dużym niedopowiedzeniem, gdyż drugi mąż matki próbował nawet okraść go z tożsamości, zwracając się do niego francuskim odpowiednikiem jego imienia. Po pojawieniu się przyrodniego rodzeństwa było jeszcze gorzej, a niesprawiedliwe traktowanie dostrzegały nawet same dzieci. Mimo wszystko Lorenzo wyrósł na ambitnego i inteligentnego mężczyznę, w dodatku o miłej dla oka aparycji, co nie umykało uwadze płci przeciwnej. On jednak swoje uczucia ulokował już na studiach w koleżance o imieniu Julia, z którą jego drogi rozeszły się jakiś czas później, choć oboje bardzo się kochali. Kiedy dorosły Lorenzo otwiera park, w którym dzikie zwierzęta mają mieć jak największą swobodę, by ich przestrzeń maksymalnie przypominała naturalne warunki życia, na jego drodze ponownie pojawia się Julia, aplikując na stanowisko weterynarza. Los chce, by dziewczyna bardzo szybko zaczęła układać sobie życie u boku kogoś innego, sam Lorenzo zresztą postanawia postapić podobnie, ale czy są w stanie to zrobić, skoro dawne uczucie jeszcze się w nich tli?

Wątek miłosny nie jest tu jedynym interesującym. Dla mnie to także opowieść o marzycielu, który postanawia spełnić swoje pragnienie, na przekór wszystkim i wszystkiemu, choć początkowo to wszystko wydaje się być jedynie mrzonką, czego zresztą nie omieszka wypomnieć mu ojczym. Znajdziemy tu trudne relacje, w których obwinia się dziecko o to, że kradnie miłość matki. Spotkamy kobietę, która wyrzuca sobie, że zbyt mało cieszy się na posiadanie potomstwa. Rodzeństwo, które po latach staje po stronie tego, który przez całe dzieciństwo był krzywdzony. W „Ogrodzie Lorenza” radość przeplata się ze smutkiem, miłość z zazdrością i tak naprawdę do końca nie wiadomo, które uczucie dominuje. Jest przejmująco i bardzo ciekawie – ta historia absorbuje całą uwagę czytelnika. A pośrodku tego wszystkiego jest Lorenzo, nasz bohater, który na przekór temu, jak duże trudności piętrzy przed nim autorka, wciąż uparcie brnie naprzód, by osiągnąć swój cel i zrealizować marzenie z dzieciństwa.

Cipeła, wzruszająca, ale momentami też bardzo smutna – taka właśnie jest ta książka, takiej lektury trzeba mi było w te długie jesienne wieczory. Zdecydowanie polecam!