Seria o Basi jest jedną z tych, po które – czysto teoretycznie – nigdy bym nie sięgnęła, gdybym nie słyszała płynących zewsząd pochlebnych opinii. Ja po prostu nie przepadam za takim rodzajem ilustracji, a że jestem typową okładkową sroką, to po prostu nie rzuciłaby mi się w oczy. Kiedy jednak już poznałyśmy Basię, nie wyobrażam sobie jej w innym wydaniu, choćby z najpiękniejszymi obrazami. Basia to Basia, i już.

„Basia i przyjaciele. Janek” to historia widziana z perspektywy chłopięcej – Janka, starszego brata naszej bohaterki. Okazuje się, że Janek być może będzie musiał nosić okulary, jeśli nie uda mu się wyćwiczyć oka. Bardzo go ten fakt irytuje, przez co na wszystko i wszystkich, przede wszystkim na najbliższych, patrzy nieprzychylnie. Wszystko go drażni, nawet wiecznie poklejona od żelków Basia. Janek uważa, że jako najstarszy z rodzeństwa jest traktowany najgorzej, a wydarzenia mające miejsce na rodzinnej wycieczce, widziane z jego perspektywy, zdają się to potwierdzać. Szczera rozmowa rozwiewa na szczęście wszelkie smutki i wątpliwości, a w Janka na powrót wstępują pozytywne emocje.

Bardzo podoba mi się perspektywa pokazania historii widzianej oczami chłopca, w dodatku najstarszego z dzieci. Często przecież zdarza się, że to właśnie najstarsze dzieci czują się pokrzywdzone, bo ich młodsze rodzeństwo potrzebuje więcej czasu i uwagi rodziców. Tutaj, choć na początku myśli Janka zdecydowanie nie są optymistyczne, to jednak później pojawia się refleksja, że nigdy w życiu nie zamieniłby swojej nieidealnej – w końcu takich nie ma – rodziny na żadną inną. A to bardzo budujące przesłanie.

Zdecydowanie polecam nie tylko sympatykom serii o Basi, ale wszystkim tym, którzy widzą, że w ich domu pojawia się zazdrość.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.