Są takie serie, które lubi praktycznie każde dziecko. Jedną z nich na pewno jest ta o sympatycznej dziewczynce o imieniu Basia, która to dziewczynka uwielbia żelki. Moja dwuletnia córa przy odpakowaniu egmontowej paczki, zachwyciła się od razu, mówiąc: „O, nowa Basia! Mama czyta teraz!”. Wydaje mi się, że takie słowa w ustach małego człowieka są jedną z najlepszych rekomendacji.

W taj części Basia otrzymuje od ukochanego dziadka zegarek w prezencie. Jest zachwycona, dumna i każdemu go pokazuje, nie zdejmuje go nawet do spania. W końcu pewnego dnia Janek zadaje jej pytanie, po co w zasadzie jej zegarek, skoro nie potrafi odczytywać z niego godziny. Dziewczynce jest smutno, pyta rodziców, dlaczego nie umie posługiwać się zegarkiem. Tutaj zaczyna się właściwy temat czasu i tego, jak upływa. Basia, oczywiście z pomocą rodziców, zaczyna dostrzegać, że czas jest wszędzie, że każde jutro, rano, o dziewiątej, za pięć minut i tak dalej niesie za sobą upływ czasu i przesuwanie się wskazówek w zegarze. Czy to jednak długo, czy krótko? Dla małej dziewczynki to wcale nie jest takie oczywiste.

Zofia Stanecka po raz kolejny wzięła na warsztat temat zarówno ciekawy, jak i potrzebny. W dodatku niejednokrotnie trudny do wytłumaczenia dziecku. Myślę, że przeżycie tego wszystkiego wraz z lubianą bohaterką książek pomoże rozjaśnić kwestię czasu. W dodatku autorka po raz kolejny ugryzła temat w bardzo przyjemny sposób, obudowując go atrakcyjną historią, ale to nie powinno dziwić, w przypadku pani Staneckiej to w zasadzie norma.

To jedna z tych serii, których nawet specjalnie nie trzeba polecać, one po lekturze pierwszej, dowolnej części polecają się same.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.