Bing szturmem podbija dziecięce serca i moja córa nie jest tutaj wyjątkiem. Wiedziałam, że lubi tę postać, więc gdy zobaczyłam, że wkroczyła ona do naszego żywiołu, tj. puzzlowego świata, od razu zamówiłam egzemplarz dla nas. Zwłaszcza że są to puzzle duże, czyli takie, jaki lubimy najbardziej – rozmiar po ułożeniu to 50×70 cm. Zwykle w takich gabarytach puzzle mają więcej elementów – jak np. w przypadku układanek Ludattica – w związku z czym jestem czynnym uczestnikiem zabawy. Tutaj elementów jest dwadzieścia cztery, a to sprawia, że praktycznie mam labę, a Zosia układa sama. Ja w tym czasie mogę wypić ciepłą (!) kawę.

Byłam mocno zaskoczona, że Zosia tak dobrze rozpoznaje postacie, ja ich nie pamiętam z imion, ona – wręcz przeciwnie. Tak więc przy okazji, słuchając córy, dokształciłam się trochę w temacie tej bajki, która jak dotąd nie wydawała mi się czymś szczególnym. Ot, Zosia raz na jakiś czas może obejrzeć odcinek, a kilka miesięcy temu czytałyśmy książeczkę o Bingu, później powędrowała ona dalej, by cieszyć inne oczy. Cóż, chyba mam zaległości i muszę bliżej się przyjrzeć Bingowi i spółce.

Jak wspomniałam, moja dwulatka te puzzle układa już niemal sama. Ja wkraczam do akcji wtedy, gdy widzę, że szuka konkretnego elementu, ale przez dłuższą chwilę nie może go zlokalizować. Wtedy nieco podpowiadam. Samodzielne układanie przez takiego malucha jest możliwe dzięki dużym, masywnym elementom, wykonanym z grubej tektury. Co więcej – obrazek, który należy ułożyć, jest wyrazisty, dokładny, kolory nie zlewają się ze sobą, dzięki czemu dziecko potrafi samo rozpoznać, jaki puzzel pasuje w danym miejscu. A to bardzo duża zaleta, bo z puzzli kilkuelementowych, zwykle przeznaczonych dla tego wieku, Zosia zrezygnowała już dawno temu, przeskakując poziom wyżej, ale zawsze to inna satysfakcja – wykonać coś samemu, bez pomocy mamy.

Jako że obrazek po ułożeniu jest duży i wyrazisty, z młodszymi pociechami można pobawić się w wyszukiwankę – najpierw postaci, a później nieco mniejszych elementów, nazywając wszystko przy okazji. Zosia takie zabawy bardzo lubiła, gdy była młodsza, i takie drobiazgi najwyraźniej procentują, bo ja na dwulatkę ma bardzo rozwinięty zasób słownictwa i buzia jej się nie zamyka 🙂

Bez względu na to, czy znacie tę bajkę, czy nie puzzle te będą atrakcyjne dla malucha, bo są duże, twarde, w związku z czym nie ulegają tak łatwo odkształceniu, i mają przyjemny dla oka, animowany obrazek – czyli wszystkie przymioty, których potrzebują puzzle, by zagościć w domu na dłużej.

Zabawkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości portalu aleMaluch.pl.

Zabawkę kupicie tutaj.