Dość dobrze znam już twórczość Ulfa Starka, która jak dotychczas przypadała mi do gustu. Doskonale znamy też w naszym domu ilustracje Charlotte Ramel, która skradła serce mojej córy, gdy sięgała po swoje pierwsze serie dla najmłodszych. A jeśli dodać do tego uwielbianą wręcz u nas tematykę posiadania rodzeństwa, to takie połączenie musiało skończyć się tym, że „Siostrzyczka” wylądowała w naszym domu.

Tę krótką, aczkolwiek sympatyczną opowieść, słyszymy z ust chłopca, który niedawno został starszym bratem. Pewnego dnia mama prosi go, by przypilnował śpiącej siostry, podczas, gdy ona będzie rozwieszać pranie. Chłopiec ochoczo się zgadza i zaczyna opowiadać o swojej siostrzyczce, a robi to z typowo dziecięcym, rozczulającym postrzeganiem świata. Jego siostra nie umie wiele- potrafi tylko jeść, wymiotować i robić kupę. Ale umie się też umiechać, a gdy już to robi, to wokół jest wesoło. Kiedy jednak opowieść i chęć zabawy z siostrą za bardzo ponoszą naszego bohatera, musi on nagle zmierzyć się z niebagatelnym problemem – dzidzia wrzeszczy i za nic w świecie nie chce się uspokoić. Rezolutny chłopiec znajdzie jednak sposób na udbruchnie i uśpienie siostry. Ba, mama nawet nie zauważy, że coś się stało.

Historia nie jest długa, ale za to bardzo wdzięczna, bo opowiadana z perspektywy dziecka, a to zawsze znajdzie uznanie w moich oczach. Tekstu jest mało, bo zdania są krótkie, ale za to nie brak im poczucia humoru w najlepszym, bo dziecięcym wydaniu.

Nie mam pojęcia, co takiego wyjątkowego jest w ilustracjach Charlotte Ramel, ale za każdym razem zachwycają mnie one do tego stopnia, że kupiłabym książkę tylko ze względu na nie. Może to ich prostota, może to, jak operuje mimiką bohaterów, czyniąc ich charakternymi – nie wiem, ale faktem jest to, że jeszcze się na żadnej książce z jej obrazem nie zawiodłam. I tu jest podobnie, więc jeśli lubicie krótkie i wdzięczne historie z udziałem rodzeństwa, to śmiało sięgajcie po „Siostrzyczkę”.