Zazwyczaj siedzę w powieściach obyczajowych i literaturze dziecięcej, ale od czasu do czasu lubię sięgnąć po coś mocniejszego. Po coś, co w nadmiarze być może powodowałoby koszmary senne, przywołując nocami zastane w książkach sceny, ale dawkowane w umiarze jest dla mnie jak najbardziej okej. To trochę taki mocny przypływ adrenaliny, gdzie czytelnik dostaje nawet więcej emocji, niż oczekiwał. Kiedy więc otrzymałam propozycję zrecenzowaniai objęcia patronatem publikacji Darii Aksamit i zapoznałam się wstępnie z jej treścią, stwierdziłam, że nadszedł ten czas, by wygrzebać się z czytelniczej strefy komfortu i sięgnąć po coś, co będzie ekscytującą zagadką, tak właśnie odebrałam pomysł autorki.

Bycie jasnowidzem – temat trudny i niejednoznaczny. Tak naprawdę samej trudno byłoby mi ocenić, czy to bardziej dar, czy przekleństwo. Czy sama chciałabym tego doświadczyć? Chyba nie. Na pewno nie. Klara, główna bohaterka tej powieści, nie ma jednak wyboru, od dzieciństwazmaga się z tym, co otrzymała w dziwacznym spadku po prababce. Kiedy jednak jej umiejętności sprawiają, że zaginiona siostra wraca do domu, wszystko przestaje mieć znaczenie. Nawet to, że świat dowiedział się o jej nietypowych zdolnościach. To jednak dopiero początek problemów dziewczyny, która zaczyna widzieć więcej, niż by chciała, więcej, niż pozwala na to granica bezpieczeństwa. Czy młodej dziewczynie uda się powstrzymać serię brutalnych morderstw, w której kolejną ofiarą miała być jej siostra?

Jak widać, pomysł na fabułę jest intrygujący. Przez chwilę miałam co prawda wrażenie, że już gdzieś to widziałam, a następnie przed oczami pojawiła mi się twarz genialnego w swojej roli Anthony’ego Hopkinsa, ale takie porównanie nie jest niczym złym. Ba, powiedziałabym, że to nawet komplement. Już pierwsza scena w tej książce zaciekawia, tym bardziej, że później nie znajdujemy wyjaśnienia, na to musimy poczekać aż do epilogu. I w moim odczuciu jest to bardzo dobry zabieg ze strony autorki, bo dzięki temu utrzymuje ona poziom zaciekawienia czytelnika na wysokim poziomie.

W tej historii znajdzie się miejsce i na miłość, i na przyjaźń, i na zbrodnię – taką w najmroczniejszym wydaniu, a takie połączenie sprawia, że książka znajdzie uznanie u szerokiego grona odbiorców, od miłośników obyczajówek – jak ja – po osoby lubiące mocniejsze lektury. Cieszę się, że przyszło mi patronować tej książce. Lubię promować nowe nazwiska, jeśli tylko wnoszą w opowiadanych historiach jakiś powiew świeżości. Tak poczułam się, czytając „Widzącą”, dlatego z czystym sumieniem wam ją polecam.