Wiele osób mówi o miłości od pierwszego spojrzenia. Osobiście zawsze wydawało mi się to nieco naciągane – owszem, fajny motyw, gdy chodzi o filmy czy książki, ale w prawdziwym życiu? Nie znając przymiotów charakteru, nie wiedząc, jakim ktoś jest człowiekiem? Jakoś tak mało realne. Myliłam się. W tych puzzlach zakochałam się, gdy tylko je zobaczyłam – najpierw w sieci, następnie na żywo. Korzystając z tego, że Zosia niebawem kończy dwa lata, poprosiłam dziadków o taki prezent. Zawitał do nas kilka dni temu, odpakowałam paczkę i… przepadłam.

Bo wrażenie wizualne to jedno – a trzeba przyznać, że pod tym względem jest wręcz idealnie: realistycznie, estetycznie, wyraźnie – ale nie mniej istotne jest przecież samo wykonanie i materiały do tego użyte. Kiedy więc zobaczyłam te puzzle na stronie producenta, wiedziałam, że muszą zawitać w naszym domu, ale dopiero gdy wzięłam je do ręki, prawdziwie doceniłam ich wartość. Duża, mocna drewniana rama, przystosowana do dwupoziomowej układanki, jest naprawdę solidna. Poszczególne puzzle dostosowano gabarytowo już do dzieci mniejszych, dzięki czemu przedział wiekowy grupy docelowej jest naprawdę szeroki. Nie są maleńkie, aby stanowiły zagrożenie w postaci połknięcia, ale też nie za duże, by na drodze do świetnej zabawy stanęły problemy motoryczne. Moja (prawie) dwuletnia córka rozpoznaje już kształty poszczegolnych elementów i wkłada je na odpowiednie miejsca.

Wielką zaletą tego zestawu jest oryginalna tematyka. Dwupoziomowa układanka zawiera puzzle w kształcie liści i owoców określonych drzew. Mamy tutaj też nazwy i to jest kwestia najtrudniejsza w moim odczuciu – sama nie posiadałam takiego zakresu wiedzy, by z głowy mówić córze, z jakiego drzewa pochodzą dane skarby, musiałam posiałkować się internetem. Jak widać, uczymy się przez całe życie, ja jako osoba dorosła także wyniosłam coś z tej zabawy. Gdybyście mogli usłyszeć, jak taki mały szkrab mówi „brzoza”, gdy bierze do ręki odpowiedni liść, uśmiechalibyście się tak, jak ja to robię za każdym razem, gdy sięgamy po ten zestaw.

A sięgamy często. Zresztą, wrażenie zrobił on nawet na moim mężu, a musicie wiedzieć, że niewiele zabawek tak na niego działa. Mój ślubny to raczej cżłowiek czynu, który woli zabrać dziecię na podwórko i na żywo pokazać różne rzeczy i zjawiska. I to jest świetne, ale wartościowe zabawki również są potrzebne. Za taką najwyraźniej uznał puzzle „Co z drzewa spadło?”, bo pierwszego wieczoru układali je z Zosią kilka razy z rzędu, a córa ciągle prosiła: „Jeszcze raz!”.

To jedna z tych zabawek, które można określić u nas mianem strzału w dziesiątkę. Rewelacyjna pod względem poznawczym, ćwicząca precyzję ruchów i ogólnie motorykę małą, a także spostrzegawczość. I jeszcze rozwiająca słownictwo. A przede wszystkim – bardzo atrakcyjna dla dziecka, którego nie trzeba zachęcać do takiej zabawy, wystarczy mu pokazać, jak się bawić. A później może na wycieczkę do lasu, by poszukać oryginałów? To jeszcze przed nami, ale Zosia ma już to obiecane, więc czeka nas weekend w lesie 🙂 Zdecydowanie i z całego serca polecam!