Jak obiecałam, oto lista ulubionych puzzli mojej dwuletniej córy – jedne układamy razem, inne układa sama, ale wszystkie je uwielbia! Kolejność przypadkowa 🙂

Giant Puzzle The Pirate Ship (recenzja tutaj)- liczą sobie czterdzieści osiem elementów, a docelowy rozmiar obrazka po ułożeniu to aż sto na siedemdziesiąt centymetrów. Przyznacie, że gabaryty robią wrażenie. Co bardzo dla mnie istotne – ilustracja jest wyraźna, kontury nie są rozmyte, co niestety czasem zdarza się przy wielkoformatowych układankach. Tutaj zrobiono je naprawdę porządnie. Podobnie wygląda kwestia materiału, jakiego użyto do ich wykonania. Tektura jest gruba i mocna – po kilku tygodniach intensywnej i codziennej eksploatacji nie rozwarstwiają się i nie wyginają. Jestem skłonna zaryzykować stwierdzenie, że Ludattica to najsolidniesza firma oferująca puzzle, z jaką mieliśmy do czynienia.

Mały Detektyw Mój Dom (recenzja tutaj)- ten konkretny zestaw dotyczy domu, a raczej jego przekroju z uwzględnieniem poszczególnych pomieszczeń. Już samo to wystarczyłoby, abym uznała te puzzle za wartościowe, w końcu poznajemy nie tylko nazwy zakamarków, jakie kryją się w każdym domu, ale także ich wyposażenie i czynności wykonywane przez domowników. Tutaj mamy jednak coś ekstra. Biała ramka, okalająca główny obrazek, zawiera przedmioty, które należy w puzzlowym domu odnaleźć, a że ilość szczegółwów jest naprawdę duża, to wcale nie jest to takie proste. Pomoże jednak szkło powiększające, które dołączono do zestawu. W ten sposób dziecię, bawiąc się w detektywa, poznaje przy okazji zasadę działania lupy. Ta jest w dodatku prześliczna – kolorowa, we wzorki, w poręcznym dla małych łapek kształcie i odpowiedniej dla nich wielkości.

Giant Puzzle The Magic Castle (recenzja tutaj)- interesujący jest już sam motyw powstałego obrazka – zamek, księżniczki, różne magiczne stwory, to coś, co zainteresuje niejednego malucha, u nas zdecydowanie zdało egzamin. Warto zaznaczyć, że obraz jest piękny, wyrazisty i kolorowy. Kolejna kwestia to wielkość poszczególnych elementów. Puzzle są naprawdę duże i przez to poręczne dla rączek dziecka. Wielkość sprzyja także czytelności tego, co na nich widnieje, dzięki temu łatwiej jest odneleźć konkretny puzzel. Imponujący jest także rozmiar obrazka po ułożeniu – 100 x 70 cm (48 puzzli), to naprawdę robi wrażenie!

Carotina: Pory roku i czas (recenzja tutaj)- korzystając z tego, że moja córa to puzzlomaniak, postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym i podczas ulubionej ostatnio aktywności przemycać także solidną dawkę wiedzy. W ten sposób Zosia, układając wielkiego żółwia, poznaje pory roku, o których jej przy okazji opowiadam. Gdy sięga po biedronkę, mówię o tym, że tydzień ma siedem dni i je nazywam. Kiedy kręci wskazówkami zegara ze ślimakiem, odczytuję, jaką godzinę wybrała. A kiedy ułużymy cztery obrazki z porami roku, opowiadam o tym, co na nich widzę i zadaję pytania o umiejscowienie konkretnych postaci czy zwierząt.

Carotina: Cyfry i Działania (recenzja tutaj) – W skład zestawu wchodzi całkiem sporych rozmiarów żyrafa i to właśnie ona przede wszystkim zainteresowała Zosię. Na jej głowie przyczepiamy oczy i buzię, nogi należą do różnobarwnych figur geometrycznych, dzięki czemu możemy poćwiczyć nie tylko kształty, ale także kolory. Natomiast na szyi przyczepiamy do odpowiednich liczb z zakresu 1-10 różne zwierzęta, odpowiadające ilościowo danemu polu. A co najważniejsze – wszystko to ma postać puzzli, tak uwielbianych przez moją córę. Dodatkowo dla starszych pociech mamy tu także dwuelementowe puzzle z prostymi działaniami matematycznymi oraz obrazki ze zwierzakami do segregowania.

Układam świat. Atlas z puzzlami magnetycznymi (recenzja tutaj) – Mapa jest całkiem sporych rozmiarów, ale składa się na cztery części do formatu A4, mieszcząc się w dość niewielkim pudełku, w związku z czym można ją składać i wyjmować, gdzie przyjdzie na to ochota. Jedne puzzle są dość duże, inne malutkie tak, by odzwierciedlić różną wielkość poszczególnych państw lub regionów. Są one wykonane z porządnego materiału, więc przyczepiają się z łatwością. Zastosowanie wariantów kolorystycznych w przypadku kontynentów i puzzli wpływa z kolei zarówno na poziom trudności układanki, jak i jej atrakcyjność.

Pucio. Puzzle – trzy zestawy, każdy świetny, każdy uwielbiany przez Zosię. „Co tu pasuje?” oraz „Czego brakuje?” Zosia opanowała już do perfekcji, w związku z czym nie wzbudzają aż takiego zainteresowania, ale to długo był hit. Teraz na tapecie przede wszystkim puzzle 3w1.

Ciuchcia ze zwierzętami (recenzja tutaj)- mnie osobiście zaciekawił dość szeroki przedział wiekowy, jak na grę dydaktyczną (3-6 lat), wszak różnica pomiędzy trzylatkiem a zerówkowiczem jest przecież ogromna! Po zapoznaniu się jednak z instrukcją i zawartością pudełka, przyznałam jej autorom rację – ta gra po prostu rośnie wraz z dzieckiem i zaczyna pełnić coraz bardziej rozudowane funkcje. Z maluszkami możemy poćwiczyć na przykład kolory, wyjmując koła i dopasowując je do odpowiednich pod względem kolorystycznym wagonów. To właśnie zaczynamy robić z moją kilkunastomiesięczną córą. Jeszcze nie potrafi dopasować ich samodzielnie, ale wie, gdzie umieścić koła i gdy wskażę jej kolor, z chęcią umieszcza je w odpowiednim miejscu. Różnicowanie barw przyjdzie z czasem, a takie zabawy na pewno pomogą w tym procesie. Bardzo dobrym pomysłem jest także forma puzzli. Na początku można bawić się nawet pojedynczym wagonem, który mieści zwierzaki z określonego środowiska.

Czu-Czu. Ale Puzzle. Mapa świata – w ostatnim czasie nasz hit. Poza 35-elementową układanką z kontynentami i zamieszkującymi je zwierzętami do zestawu dołączono także stojące tekturowe figurki zwierząt, które mojej dwulatce zdecydowanie przypadły do gustu.

Play Farm. Puzzle progresywne Headu – po pierwsze tematyka, zwierzaki musiały się spodobać. Po drugie różne kształty i wielkości puzzli. Po trzecie świetne wykonanie i urozmaicenie – jedna zwierzęta składają się z większej ilości elementów, inne z mniejszej. Od kilku miesięcy Zosia bardzo chętnie je układa.