O Pettsonie i Findusie czytałam sporo pozytywnych opinii, ale z racji wieku mojej córy nie zgłębiałam tematu, odkładając to na kiedyś. W końcu postanowiłam, że zapoznamy się z jedną z tych książek i same ocenimy, czy już na nie pora i czy to w ogóle jest coś dla nas. Powiem tak – jeśli pozostałe części są tak fajne, jak „Rok z Findusem”, to nie ma ani grama przesady w tych wszystkich recenzjach, do których dotarłam.

Findus to sympatyczny kociak, który nie lubi się nudzić i jest ciekawy świata – czyli w sumie reprezentuje on cechy właściwe większości dzieci. A skoro tak, to ma on także wspólne z nimi zainteresowania. Jednak temu, co robi Findus, zdecydowanie bliżej jest do dzieciństwa poprzednich pokoleń aniżeli współczesnych dzieci, nad czym szczerze ubolewam. Mam świadomość, że uderzę teraz w trochę sentymentalną nutę, ale prawda jest taka, że my spędzaliśmy całe dnie na dworze, bawiąc się tym, co było akurat pod ręką – czasem szpadelem, a czasem patykiem. To wystarczało. Ba! To było twórcze, odkrywcze, to uczyło wiedzy o świecie! Letnia kuchnia taty była skarbnicą wszelkich narzędzi, o jakich tylko dziecko mogło pomarzyć. Nie ma się zatem co dziwić, że nas trudno było nie wygodnić z domu, ale zagonić tam z powrotem. Kiedy czasem o tym myślę, trochę mi smutno, że współczesne dzieci tyle tracą na rzecz komputerów, nowoczesnych gadżetów i interaktywnych zabawek. I właśnie dlatego w naszym domu ich jak na lekarstwo, w zasadzie jedynie edukacyjny robot, który czeka, aż Zosia podrośnie, i śpiewająca lala. Żadnych tabletów, żadnych świecąco-grających zabawek.

Chciałabym, żeby córka poznała smak mojego dzieciństwa, a książki takie jak „Rok z Findusem” mogą stać się inspiracją. Bo Findus robi w niej właśnie takie rzeczy, jakie my robiliśmy dawniej. W dodatku insturuuje młodych czytelników, jak się do tego zabrać. Dowiemy się zatem, jak zrobić miodłę z brzozowych gałązek, co zrobić, by życie zakwitło w słoiku, jak nadać drugie życie choince i wiele, wiele innych rzeczy. Jest o sadzonkach, o kijankach, o obserwowaniu przyrody – o wszystkim, co nas otacza. Co ważne – Findus te wszystkie rzeczy robi w oparciu o cykl pór roku, dostosowując się do niego i odkrywając to, co kolejny miesiąc ma mu do zaoferowania. Nie potrzbuje do tego drogich sprzętów ze sklepu, zdecydowana większość narzędzi leży gdzieś w domu, może zakurzona, może od dawna nieużywana.

Ta książka naprawdę ujmuje swoją prostotą i takim ludzkim podejściem do świata i do dziecka, któremu zamiast podsuwać pod nos telefon czy tablet, można – i warto – pokazać świat takim, jaki jest. Najczęściej wystarczy do tego czas i trochę chęci – aż i tylko tyle we współczesnych realiach.