Nauki ścisłe nigdy nie były moją mocną stroną. W zasadzie jako zdeklarowana humanistka od najmłodszych lat unikałam ich, jak mogłam, i niestety muszę przyznać, że nie pozostało to bez wpływu na mój obecny stan wiedzy w tej materii. Wcześniej mnie to nie bolało jakoś specjalnie, ale odkąd zostałam mamą, czasem myślę sobie, że fajnie byłoby mieć chociaż podstawową wiedzę w różnych tematach, żeby móc przekazać ją dziecku i zobaczyć, w jakim kierunku powędrują jego zainteresowania. Przyznaję, że kiedy zobaczyłam tytuły w serii „Bobas odkrywa naukę”, byłam mocno sceptycznie nastawiona do tego, czy możliwe jest w ogóle przekazanie maluchom takiej wiedzy, choćby jedynie w zarysie. I spotkało mnie bardzo pozytywne zaskoczenie!

Grawitacja – coś, co towarzyszy nam od momentu narodzin aż do śmierci. Coś tak naturalnego, że nawet nie zwracamy na to uwagi na co dzień. Jeśli chcielibyśmy wytłumaczyć jej istotę dzieciom, pewnie użylibyśmy sporej ilości fachowych słów z zakresu fizyki. Tymczasem autorka tej książki udowodniła, że można łatwiej, w prostych słowach – takich, że zrozumie je nawet bobas. Duża masa przyciąga małą masę. Pies to mała masa, dzidziuś nieco większa, ale wciąż mała, więc przyciąganie jest słabe. Ziemia to duża masa, większa niż Księżyc, dlatego to on krąży wokół niej. Za to Słońce – to dopiero olbrzymia masa, zatem to nasza planeta musi wokół niego krążyć. Na kilku stronach wyjaśniono zjawisko grawitacji w sposób jasny i klarowny. Tę część Zosia chciała czytać kila razy, od razu!

Termodynamika. Może w tym momencie wyjdę na ignorantkę, ale gdyby ktoś poprosił mnie o dokładne wyjaśnienie tego terminu, mogłabym mieć problem. Coś tam niby świta, ale to za mało, by się dzielić tą wiedzą z ludźmi, nie chcąc się ośmieszyć. Tymczasem tutaj jest to wyjaśnione tak prosto, że aż sama się uśmiechnęłam przy pierwszym czytaniu, myśląc: głupia ja, przecież to takie oczywiste! Bo przecież wszystko bierze energię ze Słońca i to jest motyw przewodni, ale nie jedyny w tej krótkiej kartonowej książeczce. Jest o powietrzu, czyli kocyku, który pozwala Ziemi utrzymać ciepło, jest o gazach cieplarnianych, które wytwarzamy, sprawiając, że pod tym „kocykiem” robi się zbyt gorąco. I to wszystko na dziesięciu stronach, w kilkunastu zdaniach!

Powiem wam szczerze, że autorce tej serii należą się głośne i szczere brawa za to, że udowadnia, iż nawet maluch może przyswajać już materię trudną. I za traktowanie dziecka jako kogoś, w kim tkwi potencjał i głód wiedzy. To jest coś bardzo w moim stylu,  coś, co uwielbiam, postuluję i stosuje we wszelakich zabawach z córą. Czapki z głów, pani Spiro!

Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.