Nie od razu zgodziłam się na zrecenzowanie tej książki. Tytuł brzmiał zbyt enigmatycznie, musiałam zatem najpierw zapoznać się z opisem wydawcy. Wtedy wiedziałam już, że to jest coś dla mnie. Coś, co widziałm później oczyma wyobraźni w rękach mojej siostrzenicy, także uwielbiającej takie klimaty. Bo czy można oprzeć się farmie, na której dochodzą do zdrowia przeróżne magiczne istoty?

Spotkamy tu pegaza, który nie może pofrunąć, gdyż jego skrzydła skleiła żywica. Zobaczymy syrenę z brakującą łuską, która marzy o tym, by w końcu cieszyć się komfortem i pięknym ogonem, oraz roka, tylko tutaj wysiadującego swoje jajo. Zadrżymy na widok chimery, króra mocno wariuje, jeśli nie dostanie specjalnego wywaru na uspokojenie, i uśmiechniemy się, widząc gromadkę elfów o różnym usposobieniu. Jak w tej krainie ma się odnaleźć Tereska, główna bohaterka książki? Cóż, to bardzo rezolutna dziewczynka i musicie wiedzieć, że doskonale sobie radzi w charakterze Opiekunki FarMagii. Bo w tej krainie należącej do magicznych stworzeń ogromną rolę odgrywają dziewczynki, które zgadzają się leczyć jej mieszkańców. Elfy, choć sympatyczne i nieco krnąbrne, są raczej kiepskimi medykami, dlatego robią wyjątek i wpuszczają do swojej krainy dziewczynkę, która staje się ich Opiekunką, dopóki… nie dorośnie. Dla dorosłych nie ma bowiem miejsca w FarMagii. To miejsce zbyt magiczne dla ich wyobraźni.

Dodajcie do tej historii smoka. Nie byle jakiego, takiego z rodzaju najgroźniejszych, ale też doceniających dobre serce. Dołóżcie motyw przyjaźni między dziećmi, które wcześniej nie pałały do siebie sympatią. I czarny charakter w postaci łowcy niesamowitych stworzeń. Co otrzymacie? Będzie to opowieść, którą młody czytelnik dosłownie pochłonie, wertując kolejne kartki i nie mogąc odłożyć jej na półkę, póki nie dojdzie do końca. Bo z FarMagią naprawdę czas leci niepostrzeżenie. Zaczęłam czytać i nagle okazało się, że mam za sobą ponad sto stron. Przyznaję, że trochę mnie to przeraziło. Z jednej strony świadczy to o bardzo dobrym poprowadzeniu narracji i solidnym warsztacie autorki, z drugiej – trochę człowiekowi smutno, że porządna lektura mija tak szybko.

„FarMagia” to moje ostatnie odkrycie, jeśli chodzi o literaturę dla dzieci starszych. I bardzo pozytywne zaskoczenie, bo choć opis wskazywał, że pomysł jest ciekawy, to jego realizacja okazała się równie dobra, a to połączenie zaowocowało lekturą, którą z przyjemnością zarekomenduję siostrzenicy i wam!