All-focus

Jakiś czasu temu w naszym domu zamieszkało „Kiedy dorosnę” Quentina Grébana. Książka ta, zarówno dzięki treści, jak i pięknym, wdzięcznym ilustracjom skradła moje serce. Serduszko Zosi zresztą również. Spojrzałam zatem, czy jeszcze jakaś książka tego autora została przetłumaczona na język polski i okazało się, że owszem, w dodatku taka, który przynajmniej z tytułu wydawała się nawiązywać do „Kiedy dorosnę…”. Ilustracja na okładce zachęcała, więc decyzja przyszła do mnie szybko – chcemy mieć tę publikację!

Kiedy przeczytałyśmy ją z córą po raz pierwszy, byłam… zaskoczona! To było coś, czego się nie spodziewałam, coś zupełnie innego niż poprzednia książka tego autora. Zastanawiałam się nawet, jak ugryźć temat, gdy Zosia już podrośnie, aby wyłuskać z lektury coś więcej niż sympatyczną, zabawną historyjkę. Bo taką ta opowieść niewiątpliwie jest. Poznajemy tu Oskara, małego misia, który gdy dorośnie, chciałby zostać strażakiem. W zasadzie już teraz usilnie do tego dąży, jednak prawdziwi strażacy nie zwracają na niego uwagi. Oskar postanawia zatem wziąć sprawy w swoje ręce i pomagać tym, którzy znajdą się w potrzebie. Cel piękny, ale z jego realizacją bywa różnie. Bo samozwańczemu  strażakowi zdarza się na przykład ugasić świeczki na torcie urodzinowym, myśląc, że ma do czynienia z pożarem. Albo ściąć drzewo, na którym utknął kotek. Tyle że przy okazji drzewo to niszczy pobliski dom. Tak więc tutaj nie zawsze jest słodko i kolorowo, za to historia ta może stać się przyczynkiem do rozmowy na istotny temat – dobre chęci są ważne, ale warto też zwracać uwagę na to, czy ktoś potrzebuje i chce naszej pomocy, by nie uszczęśliwiać ludzi na siłę. Nie myślcie jednak, że nasz bohater jest irytujący czy wtyka nos w nie swoje sprawy. To po prostu młody pasjonat zawodu strażaka, który bardzo by chciał się w nim realizować. Zresztą, gdy sytuacja naprawdę tego wymaga, Oskar potrafi stanąć na wysokości zadania i ratuje z opresji potrzebujących, udowadniając tym samym odwagę i swoje umiejętności.

Pod względem wizualnym jest tak samo dobrze, jak w „Kiedy dorosnę…”. „Będę strażakiem” również ma duży format, cudowne ilustracje i podobną ilość tekstu. To nie jest raczej książka jedynie do przeczytania, przynajmniej z dzieckiem straszym niż moja Zosia. To historia, która wymaga uzupełnienia ze strony rodzica, by okazała się pełną i wartościową lekturą.