Zestaw lekarza – tudzież weterynarza – to chyba must have w każdym domu, gdzie mieszkają dzieci. My także wkraczamy właśnie w etap, gdzie zabawy tematyczne zaczynają przybierać coraz ciekawsze i bardziej kreatywne formy, więc wiedziałam, że będziemy nim zachwycone. Jednak dla Zosi i dla mnie – jako mamy – taka zabawa jest ważna z jeszcze jednego powodu – aby oswoić strach przed lekarzem. Bo choć nasza córa bardzo dobrze radzi sobie z teorią, opowiadając o tym, co się będzie działo u lekarza i co powie pani doktor, to gdy tylko dostrzega ją na horyzoncie, zaczyna płakać i trwa to do końca wizyty. A warto dodać, że nasza pani doktor to naprawdę miła kobieta. Tak więc poza książkami o takiej tematyce, które namiętnie czytamy, poszłyśmy o krok dalej i skusiłyśmy się na zestaw lekarza zwierząt, bo wiedziałam, że co jak co, ale zwierzęcy pacjenci na pewno Zosię zainteresują.

I miałam rację – począwszy od drewnianego stetoskopu (żebyście słyszeli, jak cudownie przeinacza tę nazwę moja córa!), strzykawki i patyczka do badania gardła, przez tekturowe narzędzia, pudełka z różnego rodzaju tabletkami, na kartach pacjenta kończąc – Zosia była i wciąż jest tym zafascynowana, a poza zwierzakami bada i leczy także mnie oraz swojego tatę 🙂 A właśnie te wszystkie elementy znajdziecie w zestawie „Jestem weterynarzem”. Cudownie jest patrzeć na to, jak dobiera odpowiednie narzędzia i medykamenty w zależności od tego, na co choruje dany pacjent. Jeszcze milej jest patrzeć na to, gdy po skończonym zabiegu lub kuracji mój prywatny samozwańczy weterynarz całuje rekonwalescenta, by go nie bolało. Aż miło w takich sytuacjach znaleźć się po drugiej stronie i samemu być tym pacjentem 🙂 A jeśli jeszcze dodamy do tego widok tego, jak dziecię segreguje tabletki i wkłada je do odpowiednich opakowań, to i nauczycielska część mojej osobowości staje się w pełni usatysfakcjonowana.

Niemal wszystkie elementy, poza pudełkami na tabletki i kartami pacjentów, są wykonane z trwałych materiałów – drewna lub grubej tektury i to zdecydowanie należy zaliczyć temu zestawowi na plus. U nas przy bardzo intensywnej eksploatacji ślady użytkowania noszą jedynie pudełka, bo ich otwieranie i zamykanie, gdy nie ma się jeszcze nawet dwóch lat, jest dość skomplikowane, ale jak widać możliwe.

Naprawdę jestem zachwycona tym, jak wiele różnych umiejętności można kształcić poprzez zabawę z użyciem tego zestawu. Od społecznych po typowo motoryczne, a ja – nie tylko jako nauczyciel, ale przede wszystkim jako rodzic – zawsze bardzo takie rzeczy doceniam!

Zabawkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości portalu aleMaluch.pl.

Zabawkę kupicie tutaj.