Pamiętam czasy, kiedy zarzekałam się, że nie rozumiem fenomenu Kici Koci. Wtedy uparcie twierdziłam, że moje dziecię na pewno się tą serią nie zafascynuje tak, jak to opisują wszyscy spotkani na mojej drodze rodzice. A potem… Cóż, potem zostałam mamą i Kicia Kocia rozgościła się w naszym domu, czując się tu jak u siebie. Ba! Gdy jesteśmy z córą w księgarni, nie wyjdzie stamtąd bez nowej Kici lub Zuzi z serii Mądra Mysz. Czasem, gdy nie może się zdecydować, patrzy błagalnie, by wziąć obie. A gdybyście to spojrzenie widzieli, też byście kupili jedną i drugą 🙂

Co więcej, ja się przekonałam do Kici Koci, choć nie jest to ten rodzaj obrazu, który rzuca mnie na kolana. Potrzebowałam czasu, by zrozumieć, co w niej widzi moja córka, ale teraz, mając już kilka części na półce, wybieramy tę, która akurat pasuje nam tematycznie. Gdy jedziemy pociągiem do dziadków, zabieramy ze sobą podróżującą w ten sam sposób Kicię Kocię. Gdy Zosia ma problem z dzieleniem się zabawkami, czytamy o tym, że dzielenie się jest fajne, a gdy swoje kroki kierujemy ku bibliotece, towarzyszy nam Kicia Kocia, która również się tam wybrała ze swoją mamą.

Teraz jednak autorka poszła o krok dalej i bazując na zainteresowaniu dzieci książkami z okienkami, stworzyła taką, mającą jednak wśród najmłodszych przewagę – bo ta jest o Kici Koci i jej braciszku Nunusiu. Format jest całkiem spory jak na książkę z okienkami, więc także ich wielkość będzie odpowiednia dla maluchów. Kicia Kocia i Nunuś wybierają się na spacer do lasu, gdzie spotykają różnych jego mieszkańców. Ciekawym zabiegiem jest to, że pod poszczególnymi okienkami szukamy konkretnego stworzenia – na jednej rozkładówce motyla, na innej zająca itp. Poza rozwojem słownictwa wpływa to korzystnie na pamięć dziecka, a ja bardzo doceniam walory edukacyjne publikacji dla najmłodszych, dla starszych pociech zresztą też.

Jak w przypadku wszystkich okienek, warto od początku mówić dziecku o tym, by postępować z nimi delikatnie. Na początku najlepiej towarzyszyć maluszkowi w jego przygodzie z tego rodzaju książkami, by uniknąć rozdarć i innych zniszczeń. Zosia ma już wprawę w takich publikacjach, więc u nas nic się nie stało, ale pamiętam nasze początki z okienkami – jedna książka ucierpiała wkutek jej testowania przez córę, więc przy okienkach zawsze tę radę podkreślam.

Jeśli lubicie Kicię Kocię i macie w domu małego czytelnika, koniecznie sięgnijcie po tę publikację. Jeśli nie lubicie tej bohaterki, niech skuszą was okienka. Uprzedzam – gdy dziecię raz dostanie w swoje ręce Kicię Kocię, zamieszka ona w waszym domu na stałe. I dobrze, bo radość dziecka i przyjemność z czytania są najważniejsze!