To pierwszy  wpis tego rodzaju na blogu, choć prowadzę go już niemal cztery lata. Dziś nie będzie o książkach, przynajmniej nie bezpośrednio, choć i akcent książkowy się pojawi. Dzisiaj postanowiłam podzielić się z wami naszym odkryciem, miejscem, które skradło serce zarówno mojej córy, jak i moje. Tym miejscem jest bawialnia Miła, mieszcząca się na krakowskim Prokocimiu.

Przy okazji kilku recenzji nie ukrywałam, że bliska nam jest pedagogika Montessori, z której ochoczo czepiemy inspiracje do zabaw w domu. Kiedy więc znajoma poleciła nam to miejsce, wybrałyśmy się sprawdzić, czy faktycznie jest tak super, bo niestety na rynku spotkać można nawet zabawki reklamowane jako montessoriańskie, a tak naprawdę niewiele z tą metodą mające wspólnego. Tak więc wybrałyśmy się i… przepadłyśmy! Powiedzieć, że to nie jest zwyczajna bawialnia, to jak nic nie powiedzieć! Co jednak konkretnie nas urzekło? No to po kolei.

Po pierwsze – przestrzeń, jej zagospodarowanie. Jest tutaj wszystko, co powinno się znaleźć w porządnej bawialni, a jednocześnie tak dużo miejsca pozwalajcego na swobodę, kreatywność i dobrą zabawę. Mamy zaplecze sanitarne z kuchnią, gdzie można podgrzać posiłek dla malucha, toaletę, miejsce z przewijakiem, nad którym umieszczono coś ciekawszego niż tradycyjną karuzelę – niewielkie balony w stonowanych, przyjaznych dla oczu maluszka barwach, wykonane przez samą właścicielkę, również mamę. Jest wygodne miejsce dla rodzica, który może napić się wody, kawy czy herbaty. Co dla mnie istotne – część dla rodzica nie jest oddzielona od tej do zabawy, więc dorosły może w każdej chwili dołączyć do dziecka, jeśli któreś z nich czuje taką potrzebę. Kolorystyka wnętrza jest jasna, stonowna, przyjazna i zachęcająca do odkrywania bawialnianych skarbów, uwagi nie rozpraszają żadne kolorowe malunki na ścianach ani bajkowe postacie.

Warto zaznaczyć, że większość zabawek znajduje się na wysokości dzieci, które same mogą po nie sięgać. Są dla nich dostępne, są na wyciągnięcie ręki, widoczne dla oczu. To ten rodzaj organizacji przestrzeni, który chciałabym wykorzystać w pokoju Zosi, gdy już będziemy się wprowadzać do nowego domu. W bawialni Miła otrzymałam dowód na to, że taki układ mebli się sprawdza – córa wypróbowała chyba każdą ze znajdujących się tam zabawek, nie miała także problemu z ich odkładaniem na półkę. Szybko odkryła, że każda rzecz ma tutaj swoje miejsce.

Po drugie – drewno, dużo drewna, a ten materiał, co niejednokrotnie tu podkreślałam, po prostu uwielbiamy. W bawialni Miła naprawdę jest go pod dostatkiem. Tutaj zabawki naprawdę są montessoriańskie, a co za tym idzie – ciekawe dla dziecka, ale też kształcące. Widząc, z jakim zainteresowaniem moje dziecię odkrywało zasoby tego miejsca, serce biło mi mocniej, a ja dosłownie pochłaniałam te wszystkie pomysły wzrokiem. Nie będę ukrywać – szukałam tam także insporacji, które mogłybyśmy przenieść na przestrzeń domową i znalazłam je, całe mnóstwo! Tak więc niebawem w naszym domu pojawi się matrioszka, waga szalkowa, różne drewniane układanki i specjalny suchy basen do zabaw sensorycznych.

No właśnie – sensoryka! To jest mój konik. To uwielbiamy, tego jest pełno u nas w domu. Dlatego gdy zobaczyłam mnóstwo makaronu i pomponów w suchym basenie, od razu się uśmiechnęłam, myśląc: to jest miejsce dla nas. Zosia także to właśnie tam skierowała swoje pierwsze kroki, co specjalnie mnie nie zdziwiło.

W ogóle wyposażenie bawialni jest imponujące i tak naprawdę dziecko w każdym wieku znajdzie tutaj coś dla siebie. Przyjaciółka była ze swoim siedmiomiesięcznym brzdącem, ja z niespełna dwulatką, ale na półce stoi nawet mikroskop z różnymi szkiełkami (!), więc i starsze dziecię na pewno nie będzie się nudzić. Z większością z tych rzeczy spotkałam się w bawialni po raz pierwszy i byłam pod dużym wrażeniem, że można inaczej niż basen z kulkami, że można więcej, lepiej, ciekawiej dla dziecka. A już absolutny hit to ciemnia – niewielkie pomieszczenie bez światła, w którym znajduje się ledowy stolik z różnymi atrakcjami, efekt fenomenalny!

Na koniec zostawiłam sobie wspomniany we wstępie akcent książkowy. W bawialni znalazło się miejsce na kącik czytelniczy z wygodnymi poduchami i materacem do rozłożenia. Warto zaznaczyć, że tytuły są imponujące – jest i Pucio, i duet Wechterowicz-Dziubak, i logopedyczne propozycje Marty Galewskiej-Kustry. W montessoriańskiej bawialni nie mogło zabraknąć map Mizielińskich. A dla najmłodszych znajdzie się i Kicia Kocia ze swoim braciszkiem. Każda pociecha znajdzie coś dla siebie!

Dla mnie jako mamy to miejsce jest idealne jeszcze z jednego powodu – to przestrzeń, w której mogę spotkać inne mamy ze swoimi pociechami. Mamy, które tak jak ja doceniają walory edukacyjne pedagogiki Montessori. Mamy, które z radością patrzą na zabawę swoich dzieci i z przyjemnością w nich uczestniczą. Mamy takie jak ja. Oferta bawialni Miła sprzyja nawiązywaniu takich znajomości, bo poza czasem na zabawę dowolną organizowane są tam różnego rodzaju zajęcia tematyczne, np. muzyczne, sensoryczne, a nawet język migowy dla najmłodszych! Jeśli tylko macie taką możliwość, odwiedźcie to miejsce i sprawdźcie, czy odnajdziecie się w nim, czy poczujecie się tam tak dobrze, jak my. Wierzę, że tak. Spędziłyśmy tam z Zosią trzy godziny, a i tak wyjście skończyło się płaczem. Bo córa chciała jeszcze, a to chyba najlepsza z możliwych rekomendacja. I właśnie dlatego będę polecać to miejsce każdej mamie, każdemu tacie i każdemu dziecku, dlatego polecam je wam!