Z twórczością Małgorzaty Manelskiej po raz pierwszy spotkałam się przy okazji świątecznej antologii, do której tworzyłyśmy opowiadania. To, które wyszło spod pióra (tudzież klawiatury) tej autorki, od razu skradło moje serce, stając się tym ulubionym. Wiedziałam już zatem, że Małgorzata Manelska potrafi pisać w taki sposób, by serwować czytelnikom całą paletę różnorodnych emocji – czasem delikatnie, stopniowo, innym razem z takim rozmachem, że czuje się on, jakby zarobił przysłowiowym obuchem przez głowę. I takie właśnie książki czyta się najlepiej.

„Barwy Mazur” to druga powieść w dorobku autorki, są one kontynuacją „Zapachu Mazur”, niemniej po książkę spokojnie mogą sięgnąć także te osoby, które pierwszej części nie znają. Absolutnie nie wpłynie to na zrozumienie fabuły czy jakość lektury, bo pani Manelska narrację poprowadziła w tak umiejętny sposób, że przypomina nieco o tym, co działo się wcześniej, ale nie robi tego przesadnie, by nie zanudzić osób zaznajomionych już z jej twórczością.

W książce tej, którą skądinąd miałam przyzjemność objąć patronatem medialnym, akcja toczy się na dwóch płaszczyznach – współczesnej oraz tej trudniejszej, bo osadzoej w wojennych realiach. I choć bardzo polubiłam Krzysztofa, Julkę i całą resztę bohaterów żyjących tu i teraz, to cofanie się do przeszłości babci Trudy i jej siostry za każdym razem przyprawiało mnie o szybsze bicie serca. To było jak swego rodzaju katharsis – raz się wzruszałam, innym razem bałam, śmiałam, a bywało i tak, że po moich policzkach popłynęły łzy. Autorka pisze tak obrazowo, że opisywane sceny dosłownie malują się przed oczami czytelnika, więc biorąc pod uwagę to, jak  trudne czasem porusza ona tematy, nie powinien dziwić specjalnie fakt, że mimo trzydzieski na karku potrzebowałam chusteczek przy lekturze.

Bohaterzy tej opowieści przeżywają zarówno wzloty, jak i upadki, czasem bolesne, niemniej nawet w takich chwilach pojawia się coś na kształt nadziei. Małgorzata Manelska przy potrzebującym zawsze postawi kogoś, kto wyciągnie do niego pomocną dłoń i da szansę na lepsze jutro. To opowieść pełna sąsiedzkiej życzliwości, topnienia nawet najmocniej skutych lodem serc oraz miłości, która jest panaceum na wszystko.

Ciepła, wzruszająca, z genialnie poprowadzoną narracją oraz wyrazistymi postaciami, także drugoplanowymi. Ta opowieść skradnie serce każdego, kto sięgnie po nią z zamiarem zatopienia się w lekturze życiowej, ale także pełnej wartości, jakimi warto się w życiu kierować. Gorąco polecam!