Odkąd po raz pierwszy ujrzałam u koleżanki zakamarkowe inwentarze, zacieram rączki na każdą kolejną pozycję z tej serii. Bo choć od typowych encyklopedii raczej stronię, uważając, że wiedza w nich zawarta prezentowana jest często w sposób nawet niepróbujący zaciekawić czytelnika, tak te skierowane do młodszej grupy docelowej bywają naprawdę fajne. I takie właśnie są inwenarze z wydawnictwa Zakamarki. Nie są typowymi encyklopediami, choć przedstawiają po części wiedzę encyklopedyczną, za to w dobrze przyswajalnej formie oraz pięknym „opakowaniu”.

„Ilustrowany inwentarz kwiatów”, jak nazwa wskazuje, dotyczy materii niezwykle wdzięcznej i miłej dla oka, tak młodego, jak i starszego czytelnika. Opisy zebranych w publikacji kwiatów nie są może wybitnie szczegółowe, ale biorąc pod uwagę grupę docelową, stanowi to zaletę. Zresztą mamy tutaj wszystko, co najważniejsze – wygląd rośliny, jej ewentualne właściwości lecznicze, to, czy nadaje się ona do spożycia i w jakiej formie. Postawiono tu na informacje raczej praktyczne i to jest w moim odczuciu super.

W książce tego rodzaju nie mogło zabraknąć ilustacji. Wiernie odzwierciedlają one wygląd prezentowanych kwiatów, dzięki czemu dzieci niejeden okaz rozpoznają, kojarząc, że widzieli go na podwórku czy łące. Uwielbiam takie książki, bo zachęcają one do tego, by wyjść z domu, rozejrzeć się wokół i pośród tego, co nas otacza, dostrzec piękno i magię przyrody. Wiedza podana w taki sposób staje się przyczynkiem  do samodzielnych poszukiwań, a właśnie tak uczymy się najlepiej – poprzez doświadczanie. A kwiat nie tylko widzimy, jeśli spotkamy go w rzeczywistości, możemy go powąchać, dotknąć, czasem poczuć jego smak, a to już uczta dla niemal wszystkich zmysłów.

„Ilustrowany inwentarz kwiatów” to naprawdę porządana publikacja, godnie reprezetująca całą efektowną serię. Mam nadzieję, że będą powstawać kolejne inwentarze, bo takich książek nigdy dość!