To nasze pierwsze spotkanie z serią „Mysi domek” i muszę przyznać, że jestem bardzo zaskoczona tym, że do tej pory o tych książeczkach nawet nie słyszałam. Nie spotkałam ich recenzji, nie mignęły mi w księgarniach internetowych, a przecież od razu zwróciłabym na nie uwagę! Nie sposób przeoczyć tak rozkosznych ilustracji, gdy już raz wpadną w oko!

Ta niewielka gabarytowo publikacja, w całości kartonowa, jest dowodem na to, że nie zawsze otrzymując nie to, czego się spodziewaliśmy, czujemy się rozczarowani. Nie zaglądałam wcześniej do środka żadnej z książek z tej serii i przyznaję, że zupełnie inaczej sobie wyobrażałam je pod względem treści. Sądziłam, że tekstu będzie więcej i że raczej będzie on stanowił ciągłą historię. Tymczasem „Mysi domek. Pobawmy się!” to zbiór króciutkich, kilkuzdaniowych opowiastek o tym, w jaki sposób można się bawić. I wiecie co? To właśnie jest super, to bardzo pasuje do ilustracji, stanowiąc idealną propozycję jako pierwsze książki maluszka, tuż po etapie kontrastu. Nie oznacza to jednak, że nieco starsze dziecię rzuci książkę w kąt, nie wykazując nią zainteresowania.

Jak zareagowała moja Zosia? Od razu przyswoiła imiona głównych bohaterów i tak właśnie nazywa tę książkę, gdy chce ją przeczytać – Julia i Sam – a czytać chce często. Myślę, że to dzięki połączeniu genialnych ilustracji i tematyki właśnie – bliskiej temu, co moja córa robi na co dzień. Gdy wychodzimy na podwórko, Zosia pokazuje, że Sam i Julia też bawili się na huśtawce i zjeżdżalni. Gdy widzi schowane na zimę pod balkonem sanki, mówi, że mała Zosia też jeździła – bo jedna z bohaterek, malutka myszka, nosi imię mojej pociechy.

Według mnie jako rodzica najmocniejszym punktem tej książki są ilustracje, które zawierają sporo szczegółów, więc można pobawić się także w wyszukiwankę, co z córą robimy. Dla mnie to prawdziwa uczta dla wzroku i przyznam szczerze, że niezbyt czesto spotykam się z tak pięknymi, a przy tym uroczymi obrazami w książkach dla dzieci. Ciekawa jestem kolejnych części serii, ale już po pierwszej książce wiem, że trafiłyśmy na coś, co bardzo podeszło mojej Zosi i pewnie zostanie z nami na dłużej.