Krowę Matyldę znamy już z książek dla nieco starszych smyków, które w przeciwieństwie do tej mają spory format i papierowe strony. „Gospodarstwo krowy Matyldy” to z kolei w całości kartonówka, która ma zapoznać z tą sympatyczną bohaterką najmłodszych czytelników i sprawić im dużo radości w trakcie czytania.

W publikacji tej poznajemy poszczególne osoby oraz zwierzęta z gospodarstwa, które – jak okazuje się na końcu – są przyjaciółmi Matyldy. Ale to nie wszystko, bo poza przedstawieniem postaci dowiadujemy się także co nieco o ich życiu i pracy. Tak więc gospodyni doi Matyldę, często jeździ traktorem i uwielbia paczki, które przynosi jej listonosz. Moja Zosia zawsze cieszy się na tę scenę, pokazując, że ona też często dostaje takie niespodzianki od naszego pana listonosza. Mamy tutaj pokazane życie na wsi, ale opisane prostą, oszczędną w słowach historią. Tutaj przede wszystkim mówi obraz oraz rodzic, który dopowiada to, co zaciekawia dziecko.

Ilustracje nie były dla nas zaskoczeniem, bo – jak wspominałam – znamy je już z innych książek z krową Matyldą w roli głównej, ale muszę przyznać, że ten typ obrazu przypadł nam do gustu – i mnie, i córze. Jest kolorowo, ale też wyraźnie, by maluch nie miał problemu z rozróżnieniem poszczególnych elementów.

Jeśli mam być szczera, to sądziłam, że książka „Gospodarstwo krowy Matyldy” powędruje od nas dalej, do jeszcze młodszej zaprzyjaźnionej pociechy, która uwielbia tę bohaterkę, ale wszystko wskazuje na to, że… jeszcze nie teraz. Na razie książeczką musi nacieszyć się moja córa, która przynosi ją od kilku dni do czytania przed drzemką.