Pewność siebie to cecha bardzo przydatna w życiu, tak prywatnym, jak i zawodowym. Posiada ją mój mąż i to chyba jedna z tych rzeczy, która mnie w nim ujęła. Ja z kolei… no cóż, różnie bywa, niemniej w większym towarzystwie, zwłaszcza nieznajomych, zwykle zapominam przysłowiowego języka w buzi. Staram się to zmienić, ale niestety jak dotychczas z marnym skutkiem. Dlatego tym bardziej chciałabym, aby nasza córa także odznaczała się tą cechą, często mylnie utożsamianą z zarozumiałością. Po recenzjach dwóch poprzednich części tej genialnej serii, czas na recenzję „Pewność siebie. Akceptuję, co czuję”.

Książka ta, podobnie jak dwie pozostałe, bazuje na aktywnym uczestniczeniu dziecka w lekturze. Pierwsza strona zapowiada, czego będziemy potrzebować, chcąc podążać za poleceniami zawartymi w publikacji. Będą to nożyczki, kredki, pisaki, taśma klejąca, masa samoprzylepna, klej i gumka do ścierania. A wśród zadań króluje różnorodność, więc dzieci na pewno nie będą się nudzić. Labirynty, kolorowanki, wycinanki, a nawet trening oddechu – opcji jest naprawdę dużo, a wszystkie ciekawe, kształcące, idealne, by pomóc dziecku budować nabrać pewności siebie.

Nie oszukujmy się – budowanie poczucia własnej wartości to proces, w dodatku niełatwy i bardzo delikatny, więc sama książka nie wystarczy. Może ona jednak stanowić doskonały wstęp do rozmów na ten temat, być narzędziem wspomagającym rodziców, nauczycieli i same dzieci w dążeniu do celu. Osobiście bardzo takie publikacje doceniam, bo z jednej strony pozwalają się zdystanować, gdyż pracujemy na „cudzym” doświadczeniu, z drugiej – te doświadczenia można przełożyć na własne życie. Te malutkie kroczki wykonywane wspólnie z książką i bliską osobą naprawdę mogą zaprocentować w przyszłości.

W tej części serii obok czarno-białych zadań postawiono na żywy zielony kolor, który w moim odczuciu pasuje do tematyki. Mnie kojarzy się on z siłą i przebudzeniem, tak jak wiosną wszystko się zieleni i budzi do życia. Pewnie, że kolor to detal, ale to właśnie detale sprawiają, że całość przyciąga wzrok, bo nawet najlepiej opracowane pod względem merytorycznym publikacje najpierw muszą zostać zauważone.

Zdecydowanie polecam każdą z trzech części tej serii. Nasze poczekają jeszcze trochę na moją córę, a potem nożyczki w dłoń i po pewność siebie!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.