Chyba trudno byłoby wśród nas znaleźć kogoś, kto lubi się bać. Może i słyszałam o takich przypadkach, niemniej u większości ludzi strach to uczucie niepożądane, mające zdecydowanie negatywne skojarzenia. Czasem boi się każdy, a skoro boją się dorośli, to doświadczają tego stanu także dzieci. Sama jestem mamą kochanej dziewczynki, która wtula się we mnie na widok lub odgłos pozornie niestrasznych rzeczy, takich jak mocny wiatr kołyszący drzewami czy dźwięk kosiarki. I choć może zabrzmi to dziwnie, szanuję strach mojego dziecka, bo ma pełne prawo go odczuwać. To, co dla jednych jest straszne, dla innych będzie wręcz śmieszne, strach i powody do jego odczuwania to bardzo indywidualna kwestia.

Dlatego też z tak dużymi nadziejami czekałam na tę książkę, która już na wstępie miała pod górkę, bo wysokie oczekiwania często rodzą rozczarowanie. Bałam się, czy autorzy nie zmarginalizują problemu, traktując go na zasadzie „przecież nie ma się czego bać, to nic strasznego”. Na szczęście tutaj tego nie ma, jest za to cała masa ciekawych dla młodego czytelnika elementów.

„Strach – wróg czy przyjaciel? Akceptuję, co czuję” to książka z rodzaju tych aktywnościowych, w których dziecię nie tylko czyta (a w zasadzie czyta mało, głównie polecenia), ale za to ciągle działa. Mamy tu pełno wszelkiego rodzaju kolorowanek, łączenia punktów, dorysowywania elementów, zaznaczania, wycinania, naklejania i innych zajęć, a wszystko to w tematyce przewodniej, jaką jest uczucie strachu.

Bardzo fajnie, że niektóre polecenia skupiają uwagę dziecka na tym, że strach to coś, co przemija. Coś, co kiedyś było dla nas strasznym, teraz już nie musi takim być. Bo strach, jak każdą inną emocję, można oswoić, trzeba tylko pozwolić sobie na jego przeżycie, trzeba pozwolić mu chwilę z nami pobyć, a później odejść, on nie chce być z nami na zawsze, bo dotyczy tylko konkretnych momentów, a chwile są przecież ulotne.

Bardzo mądra i życiowa książka, odwołująca się do doświadczeń dziecka. Wartościowa także dla rodziców, którzy dzięki niej będą mogli lepiej poznać własne dziecko i jego obawy. Na końcu znajduje się zresztą część do poczytania dla rodzica, co stanowi dodatkową wartość solidnej merytorycznie publikacji.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.