Po raz pierwszy z tą serią spotkałam się, jeszcze pracując w przedszkolu, chociaż „spotkałam się” to może zbyt daleko idące określenie. Po prostu mignęła mi gdzieś publikacja o bodajże Paryżu, ale że nie były to zbiory mojej grupy, to nigdy nie zajrzałam do środka. Teraz, gdy na rynku pojawiła się kolejna część, tym razem dotycząca Berlina, postanowiłam nadrobić zaległości. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że mam do czynienia z wyszukiwanką! Spodziewałam się jednak, na co wskazywałby tytuł, czegoś w rodzaju architektury, zabytków, rysu historycznego. Niektóre z tych rzeczy faktycznie tam są, niemniej forma książki była dla mnie zaskakująca. Nie narzekałam jednak, bo lubimy z córą wyszukiwanki i mamy ich w swoich domowych zbiorach całkiem sporo.

Nie jest to może klasyczna wyszukiwanka, w której podano z boku, co należy znaleźć, ale już na pierwszych stronach poznajemy główne postaci książki i to właśnie o każdej z nich można opowiadać, więc tych historii może powstać naprawdę sporo i za każdym inna. Wszystko dzieje się w tytułowym mieście, więc spotykamy tu także różne miejsca związane z Berlinem, widzimy, że to miasto wielokulturowe – choć tu w ramach dygresji warto wspomnieć, że konserwatywnych rodziców treść może mocno zaskoczyć, bo jednym z bohaterów jest na przykład lew Leon w sukience. Daleka jestem w tym momencie od wartościowania, po prostu wychodzę z założenia, że lepiej wiedzieć, po co sięgamy, niż później się rozczarować, jeśli komuś miałoby to przeszkadzać.

Kreska książki jest przyjemna dla oka i pomimo wielu, naprawdę wielu szczegółów pozwala je wychwycić. Jest kolorowo, a zważywszy na fakt, że to książka obrazkowa, w której słowa ograniczono do minimum, to duży format stanowi jeszcze większą zaletę. Tutaj przemawia obraz, słowa ma znaleźć opowiadający – rodzic lub dziecko.