Z tą serią jesteśmy w zasadzie od początku i odkąd tylko zobaczyłam, jak przypadła ona do gustu mojej kilkumiesięcznej wówczas córze, sukcesywnie zdobywamy nowe książeczki, które towarzyszą nam na codzień. Zosia, z którą jesteśmy obecnie na etapie odpieluchowania, upodobała ją sobie do tego stopnia, że gdy tylko siada na nocnik, od razu prosi, by czytać jej te niewielkie gabarytowo książki. Nie tylko część o nocniku, po kolei, jedna za drugą. A że przed nami jeszcze krok milowy w postaci całkowitego odstawienia smoczka, którego ma jeszcze do spania, to myślę, że ta miłość tak szybko się nie skończy. Teraz do naszej kolekcji dołączyły trzy nowe książeczki, każda dotycząca ciekawego wycinka wiedzy z życia codziennego – ludzkiego ciała, kąpieli oraz przebiegu dnia, gdy dziecię chodzi do przedszkola.

„Mój dzień dobry” to rewelacyjna publikacja dla maluchów, które mają rozpocząć swoją przygodę ze żłobkiem lub przedszkolem. Przedstawia ona krok po kroku – a jakże! – jak dwójce naszych bohaterów mija dzień, od rannej pobudki, jaką serwuje im mama, aż po wieczorną bajkę, której dzieci z ochotą słuchają. Sądzę, że książeczki tego typu mogą pomóc w przedszkolnej adaptacji, którą maluchy przechodzą naprawdę różnie, bez względu na to, jak bardzo w przedszkolu jest fajnie i ciekawie.

„Ciało” – jak sam tytuł wskazuje – dotyczy ludzkiego ciała, jego części składowych oraz ich funkcji. Całość ubrana jest we wdzięczne rymy, do czego już zdążyła nas przyzwyczaić ta seria, a ilustracje doskonale dopełniają całości, wskazując na poszczególne, opisywane akurat, części ciała.

„Hop! Do kąpieli” to z kolei idealna pozycja dla tych maluchów, którym ciężko oderwać się od zabawy, by wziąć kąpiel, której domagają się brudne ręce, buzia czy nogi. I choć moja córa należy akurat do tej drugiej grupy dzieci, które ciężko z kąpieli wyciągnąć, to i ona bardzo lubi tę książeczkę. Wychodzi na to, że w pełni zgadza się z jej przesłaniem – kapiel może być naprawdę fajną zabawą!

Czymś zupełnie dla nas nowym były kolorowanki. Do tej pory Zosia malowała jedynie na pustych kartkach, zwykle wielkoformatowych, serwując sobie porządną dawkę ćwiczeń rozmachowych. Spróbowałyśmy jednak z kolorowanką i choć wiadomo, że trzymanie się konturów jest jeszcze poza zasięgiem jej małych rączek, to już teraz widzę zainteresowanie, więc będziemy do tej aktywności wracać. Fajnie, że kontury są grube, ułatwi to trzymanie się ich przy kolorowaniu. A już dodanie do nich naklejek to zupełny strzał w dziesiątkę – Zosia uwielbia naklejki, więc z ochotą dopasowywała naklejki do zwierząt i innych obiektów do kolorowania. Warto zaznaczyć, że książeczki są zróżnicowane tematycznie, więc można wybrać tę, która jest najbardziej zgodna z zainteresowaniami dziecka.

W serii „Krok po kroku” nie zapomniano także o tych naj najmłodszych. To dla nich stworzono harmonijkowe książeczki o naprawdę niedużym formacie, za to z grubej tektury, by dłużej posłużyły małym, słodkim łapkom.

A wiecie, co jest najlepsze? To jeszcze nie koniec! Wciąż powstają nowe części serii, w zapowiedziach wydawnictwa widziałam kolejne dwie i już zacieramy rączki na nie – ja duże, a Zosia swoje małe, kochane łapiątka! Zdecydowanie polecamy!