Kiedy jest się małym brzdącem i dopiero poznaje się świat, wiele rzeczy zaskakuje, zwłaszcza jeśli różnią się od tego, co widujemy na co dzień. Wiele razy spotykałam się z sytuacją, w której dziecię pokazywało palcem na osobę o innym kolorze skóry, a zrozpaczona mama tłumaczyła ściszonym głosem, że tak nie wolno, że to niekulturalnie. Dlatego fajnie, że pojawiają się na rynku książki takie jak „Kolory ludzi” – pokazujące różnorodność w tytułowej kwestii, ale też nie nadmiernie moralizujące, raczej skłaniające do refleksji.

Ojczulek-Niebo i Księżycowa Matula stworzyli świat, ulepili także człowieka, ale nie byli do końca zadowoleni z efektu. Zastanawiali się zatem, jak mogliby go dopracować i po czasie doszli do wniosku, że po prostu wieje tu nudą, że brakuje kolorów. Ulepili więc kilka dodatkowych ludków i chociaż starali się, by były one takie same, to jeden był wyższy od drugiego, jeden chudy, inny nieco większy. Na koniec pomalowali je na różne kolory i zachwyceni efektem postanowili rozesłać każdego w inną część świata.

To, co rzuca się od razu w oczy w tej książce, to przesłanie, że każdy człowiek, bez względu na kolor skóry, jest piękny i wyjątkowy. W środku jesteśmy zresztą tacy sami, co również podkreśla autor. I tylko Księżycowa Matula boi się, czy te różnice między ludźmi nie wpłyną na to, jak jeden będzie traktował drugiego, czy któryś nie będzie się wywyższał.

Ważne przesłanie włożone w ciekawą i oryginalną opowieść, do tego przyjemnie zilustrowaną. Obraz w książce wydaje się bardzo dobrze korespondować z treścią, tworząc coś w postaci szybkich, niedopracwanych ruchów ołówka i farb – zupełnie jak to było z tworzeniem ludzi.

Sądzę,że książka może trafić w gust szerokiego grona odbiorców, bo w swoim przekazie nie jest nachalna, nie poucza, ale daje do myślenia. Jestem jak najbardziej na tak dla publikacji tego rodzaju.