Nazwanie mnie specem od fantastyki byłoby sporym przekłamaniem, bo rzadko sięgam po książki z tego gatunku. Przed tą konkretną pozycją w zasadzie mogłabym zliczyć wszystkie moje podejścia na palcach jednej ręki. Nie wiem nawet, skąd wziął się mój brak zainteresowaniem magicznymi światami – ot, chyba po prostu bliżej mi do tego wszystkiego, co może wydarzyć się zarówno na kartach powieści, jak i w rzeczywistości. Tak się jednak szczęśliwie zdarzyło, że miałam okazję przeczytać „Artesan Ognia”, jeszcze zanim wersja papierowa ujrzała światło dzienne. Ku mojemu największemu zdziwieniu po lekturze poprosiłam o patronat nad tą książką! I choć ostatecznie do tego nie doszło, to faktem jest, że to dzięki debiutowi Anity Gierak otworzyłam się na fantastykę, sięgając po kolejne książki w tym tonie. Za to autorce serdecznie dziękuję.

Co zatem sprawiło, że książka wywarła na mnie tak duże wrażenie? Powodów było wiele, ale naważniejszy z nich to genialnie wykreowane postacie. Jedni mnie bawili, inni irytowali, na „widok” kolejnych mimowolnie się uśmiechałam, ciesząc się z ponownego ich spotkania. No i jeszcze Nomito – gość, który skradł moje serce już na wstępie, chociaż jeśli miałabym wam powiedzieć dlaczego, to albo zabrakłoby mi słów, albo wyszłabym na masochistkę, bo pozornie w tej postaci nie ma zbyt wiele dobrego. Tylko raz w życiu czułam się podobnie, zakochując się w Heathcliffie z „Wichrowych Wzgórz”. Czapki z głów za wykreowanie tak fajnego bohatera, który wzbudza maksymalnie skrajne emocje – o to chodzi!

Doceniam sam pomysł na fabułę, która jest spójna i wciągająca, a pamiętajmy o tym, że to debiut autorki. Świat Artesanów niejednokrotnie zaskoczy Jun, główną bohaterkę, swoją niesprawiedliwością i nieprzewidywalnymi zachowaniami osób, których nigdy by o takie zachowania nie podejrzewała. Tutaj nie zawsze dobro jest rzeczywiście dobrem, a zło okazuje się nim być jedynie z pozoru. I sądzę, że – poza postaciami – ta nieprzewidywalność stanowi o tym, że historia wciąga i naprawdę trudno się od niej oderwać.

Spójrzcie jeszcze na okładkę – ta książka będzie prawdziwą ozdobą domowej biblioteczki. Zdecydowanie polecam! I czekam na kontynuację, bo tak zakończyć tę opowieść, to się nie godzi! To musi mieć ciąg dalszy!