Dziecięca wyobraźnia potrafi zaskoczyć dorosłego, podobnie jak autor książek dla dzieci i tak właśnie było ze mną i tą książką. Byłam przekonana, że znam zakończenie, że rozgryzłam pomysł autorki, już szykowałam się, by powiedzieć „A nie mówiłam”, a tymczasem udało się jej mnie zaskoczyć. Ale o tym później.

Poznajcie Małą Damę, kobietę naprawdę niewielkich rozmiarów, ale za to z ogromnym sercem i jeszcze większą ciekawością świata. Być może w tym opisie nie byłoby nic zdumiewającego, gdyby nie fakt, że Mała Dama posiada parasolkę kompatybilną z wiekowym kameleonem i może dzięki niej… kameleonować! Zapytacie, co w ogóle to słowo oznacza? Cóż, Mała Dama może przybierać kolor tego, przy czym akurat stoi. A to bardzo przydatna umiejętność, gdy nie można zbyt często pokazywać się światu, zwłaszcza w jego dorosłym wydaniu. Ta właśnie sympatyczna osóbka stanęła pewnego dnia na drodze Lilly – dziewczynki, która przeprowadziła się do nowego domu i chce poznać jego otoczenie. Czy wyprawy bohaterek mają szansę się udać, gdy wejścia na podwórko pilnuje dozorca, który najchętniej wszystkie dzieci pozamykałby w domu i zakazał zabawy na tyłach posiadłości? Tego dowiecie się już z książki.

W tej wdzięcznej opowieści poruszono problem, który osobiście uważam za bardzo ważny w dzisiejszych czasach. To konflikt na linii potrzeby dziecka – brak zrozumienia dorosłych, którzy niestety czasem nawet nie zadają sobie trudu, by te potrzeby poznać. Potrzeba ruchu, przygody, eksplorowania otaczającego świata – to coś zupełnie naturalnego, ale niestety zbyt często niedocenianego czy wręcz marginalizowanego przez dorosłych. Na szczęście Mała Dama i Lilly potrafią sobie poradzić także z tym problemem.

Odnośnie do zakończenia, to przez cały czas byłam pewna, że Mała Dama jest wytworem dziecięcej wyobraźni naszej bohaterki. Tymczasem autorka poprowadziła tę historię zupełnie inaczej, co uważam za duży plus – dzięki temu fabuła ciekawi do końca, a to zaleta nie do przecenienia. Całości dopełniają wdzięczne ilustracje, których dosknałą zapowiedź stanowi okładka. Bardzo ciepła i warta polecenia opowieść, która zapadnie w serce niejednego dziecka, być może skłaniając je nawet do stworzenia nowych słów we własnym języku – skoro można kameleonować, to można też… no właśnie, można wszystko 🙂