Listy – uwielbiam je otrzymywać. W dzieciństwie pisałyśmy je do siebie z koleżanką mieszkającą kilka miejscowości dalej, później zaczęłam czytać te, które pisał mój tata z wojska do mojej mamy, kiedy jeszcze nawet nie było mnie w planach, następnie próbowałam nakłonić własnego męża, by coś dla mnie napisał (tu niestety bezowocnie), a kiedy nosiłam pod sercem córę, sama napisałam kilka listów do niej. Bardzo boleję nad tym, że ta forma komunikacji została zepchnięta na daleki, daleki plan i trochę się boję, że w dobie powszechnego dostępu do telefonów i internetu moje dzieci nigdy nie poznają przyjemności, jaka płynie z otrzymania długo wyczekiwanego listu.

Ten strach staje się mniejszy, gdy trafiam na publikacje takie jak „Listy od Feliksa”. Zanim jednak przejdę do zalet samej książki, chciałam napisać, że ona jest jakby dla nas stworzona! Jak wspominałam, uwielbiam listy – to po pierwsze. Po drugie – główna bohaterka ma na imię Zosia, zupełnie jak moja córa. Ba! Ja noszę takie samo jak autorka tej serii! Za dużo tych zbiegów okoliczności, byśmy mieli się nigdy z Feliksem nie spotkać. Już wcześniej słyszałam o nim dużo dobrego, ale kiedy za sprawą polecenia w konkursie na blogu i dzięki uprzejmości wydawnictwa trafił w nasze ręce, poczułam przyjemne ciepło na sercu. Przez chwilę wydawało mi się nawet, że opowieść została spersonalizowana pod nasze potrzeby – tak bardzo do nas pasuje!

W tej uroczej opowieści kilkuletnia Zosia gubi na lotnisku swojego pluszowego zająca, ulubioną maskotkę, co powoduje tęsknotę dziewczynki. Rozłąka staje się łatwiejsza do zniesienia, gdy okazuje się, że Feliks, bo tak zającowi na imię, podróżuje po świecie i przysyła do swojej przyjaciółki listy. Francja, Włochy, Egipt – plan pdróży Feliksa jest naprawdę różnorodny i ciekawy, a dzieki niemu Zosia może dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy o innych krajach i ich kulturze. Aspekt poznawczy, sprytnie przemycający wiedzę o świecie, płynnie łączy się tu z prawdziwą przyjaźnią i pokazaniem, że ona może trwać bez względu na odległość. To piękne, budujące i bardzo życiowe przesłanie.

Na uwagę zdecydowanie zasługuje forma publikacji. Jest w niej wszystko, co potrzebne, by stać się ulubioną książką wielu dzieci – mamy ładnie zilustrowaną, wdzięczną historię, są koperty, a w nich listy od Feliksa opatrzone jego „bazgrołami”, jest nawet walizka z pamiętkami w postaci naklejek z różnych części świata. Przyznaję, że sama miałabym problem z wymyśleniem, co jeszcze można by tam dodać. W moim odczuciu to po prostu książka kompletna, która trafiła prosto w moje serce. Niebawem trafi też do serduszka mojej Zosi, bo już teraz sama forma książki ją ciekawi, a już zawartość kopert i walizki zwłaszcza. Gorąco polecam, naprawdę warto!