Oto pozycja niesłychanie oryginalna i ciekawa – w świecie zdominowanym przez męskich superbohaterów stworzyć książkę o superkobietach, które zmieniły losy wszechświata to nie lada sztuka. W dodatku książkę nie byle jaką, bo obszerną, w której żadna z postaci nie została potraktowana po macoszemu. Iron Man, Hulk, Kapitan Ameryka, Avengers, Thor – ja to wszystko znam z ekranów kinowych, bo uwielbiam filmy kręcone na podstawie komiksów Marvela, ale ta publikacja stawia na kobiety – i bardzo dobrze!

Każda superbohaterka w książce „Marvel. Superbohaterki. 65 kobiet, które zmieniły losy wszechświata” ma dla siebie całkiem sporo przestrzeni, bo aż cztery strony, a biorąc pod uwagę fakt, że czcionka nie należy do największych, to autorka była w stanie zmieścić tam naprawdę dużo informacji. Podoba mi się schemat, w jaki włożona jest treść. Jest tu duża ilustracja postaci, opis jej życia, napisany przystępnym językiem i – co bardzo doceniam – skrótowiec, swego rodzaju ściągawka z umiejętnościami, supermocami, pseudonimami itp. Fajny pomysł, bo nie zawsze chcemy zagłębiać się w tekst ciągły, aby odszukać interesującą nas informację, a ten sposób oszczędza nasz czas.

Strasznie fajne jest to, że znajdziemy tutaj nie tylko kobiety, które mają nadludzką siłę, superszybkość czy potrafią chodzić po ścianach. Znalzało się tutaj także miejsce choćby dla Mary Jane Watson, której supermocą jest… cierpliwość do Petera Parkera (a cierpliwość do mężczyzny to bardzo przydatna sztuka) czy młodziutkiej wynalazczyni Moon Girl, której nikt nie pokona w układaniu klocków LEGO.

Bo supermoce są różne, różne są superbohaterki i… każda z nas może nią zostać. Wystarczy robić to, co się kocha, doskonalić się w tym i wykorzystywać to w słusznej sprawie. Podobało mi się, że autorka to podkreśliła już we wstępie – superbohaterki stawały się nimi nie ze względu na moce, jakie posiadały, ale przez podejmowane w życiu decyzje. Nadprzyrodzone moce nie są do tego potrzebne, a to budujące przesłanie.

To lektura  dla starszych dzieci – tak ze względu na treść, jak i objętość. Ale sądzę, że i niejeden dorosły znajdzie przyjemność w jej czytaniu. Średnia wieku na sali kinowej w przypadku ekranizacji Marvela mówi sama za siebie 🙂

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont.