Lubię czytać książki o hiszpańskim futbolu. Wydaje mi się, że w przypadku piłki w hiszpańskim wydaniu autorom publikacji o takiej tematyce jakoś łatwiej uchwycić to, co w tym sporcie najważniejsze – pasję, która łączy piłkarzy i kibiców, włączając tych drugich w grę, gdy przez swoją postawę na stadionach naprawdę stają się dwunastym zawodnikiem. I choć osobiście zaliczam się do grona sympatyków Leo Messiego, to szanuję (niemniej bez krzty zrozumienia) odmienny pogląd na rywalizację tych dwóch piłkarskich gigantów i stawianie na Ronaldo. Jakiś czas temu czytałam bardzo obszerną, skądinąd ciekawą i dobrze opracowaną pod względem merytrycznym, biografię Lionela, później dla równowagi (bynajmniej nie psychicznej) sięgnęłam po biografię Cristiano. Również ciekawa, nie przekonała mnie jednak do głównego bohatera tej opowieści. Niemniej fajnie było poznać go bliżej. A że i nazwisko Jimmiego Burnsa nie jest mi tak zupełnie obce, to z przyjemnością sięgałam po „Cristiano i Leo: Historia rywalizacji Ronaldo i Messiego”.

Jimmy Burns dokonał nie lada sztuki – otóż on, tworząc tę książkę, nie opowiedział się za żadnym z zawodników, a jako dziennikarz sportowy na pewno swoje preferencje w tym temacie ma. Świadczy to o jego dużym profesjonalizmie, sądzę, że sama nie potrafiłabym zdobyć się na taki obiektywizm, czym bardziej doceniam treść książki. Sporo informacji o tych dwóch piłkarskich legendach znałam już wcześniej, wszak lektura biografii obu piłkarzy zrobiła swoje, ale znalazło się trochę rzeczy, które były dla mnie nowością, a ciekawostek nigdy dość. Fajnie, że Burns pokazał Leo i Cristiano (kolejność nieprzypadkowa) jako dwie totalnie różne osobowości, jakimi są w rzeczywistości. Jeszcze lepiej, że poznajemy zarówno zalety, jak i wady obu.

Dla mnie jednak prawdziwy efekt wow wywołała warstwa graficzna książki w postaci zdjęć. Leo z żoną i dziećmi, Leo z Iniestą dźwigający puchar itd. A następnie Cristiano z pucharem i uchwycony w innych momentach życia. Na większości fotografii sam, chyba zabrakło miejsca dla kogoś więcej niż on i jego ego. Czy wybór zdjęć był przypadkowy? Nie wiem, ale dla mnie było to bardzo wymowne i potwierdziło stare porzekadło – obraz mówi więcej niż tysiąc słów.

Klasyczna dobra publikacja dla zwolenników książek o tematyce sportowej. Z czystym sumieniem można polecić, aby każdy wysnuł własne refleksje na temat rywalizacji dwóch największych gigantów piłkarskich ostatnich dekad.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa SQN.