W sezonie mocno chorobowym, kiedy słońce niby wygląda nieśmiało zza chmur, ale radość z tego faktu przyćmiewa wszechobecne apsik!, postanowiłyśmy z córą powitać wiosnę nieco przed czasem, przynajmniej w książkowym wydaniu. W związku z tym starannie wyselekcjonowałyśmy z naszych zbiorów pozycje traktujące o tej przyjemnej i bardzo w naszym domu wyczekiwanej  porze roku. Nie mogło zatem zabraknąć „Wiosny na ulicy Czereśniowej”. Co prawda zwykle czekamy z książkami o porach roku, aż można będzie zobaczyć za oknem to, co na ich kartach, ale przełom zimy i wiosny to taki czas, w którym nawet ja – optymistka jakich mało – ratuję się hasłem: Byle do wiosny!

Moja mała córa co prawda jeszcze mi tego nie powie, ale odnoszę wrażenie, że nie tylko ja z naszej dwójki oswoiłam i na swój sposób zaprzyjaźniłam się z postaciami z tej serii. Zosia uparcie wypartuje zaczytanej pani z książką, która w części o jesieni zrobiła bam głową w przystanek. Ale zwraca także uwagę na inne detale – zwierzęta, rzeczy w poszczególnych pokojach w przekroju domu, niektóre postacie, gdy robią akurat coś ciekawego. Cóż, na tę serię widocznie nie można być zbyt małym, bo ona po prostu rośnie z dzieckiem, które z czasem zauważa coraz więcej i więcej.

Przyznaję, że gdy kupiłyśmy pierwszą część – tę o jesieni – miałam mieszane uczucia. Jakoś w pierwszym bliższym kontakcie nie do końca przemawiała do mnie ta estetyka ilustacji, ale należę do tego grona rodziców, którzy wyznają zasadę – książka dla dzieci ma się podobać dziecku, a nie dorosłemu. I w ten sposób córka przekonała mnie do tej serii, a w naszym domu są już trzy pory roku na ulicy Czereśniowej. Teraz dostrzegam już potencjał, jaki drzemie w tych książkach i nie dziwię się ich popularności. Ale fakt, że to seria, która wymaga zaangażowania rodzica, zwłaszcza w przypadku dzieci młodszych, a niestety nie każdy to lubi. My lubimy, nawet bardzo, więc często, niemal codziennie, zaglądamy na Czereśniową, by zobaczyć, co słychać u bohaterów.

I muszę przyznać, że potrzebny był nam ten wcześniejszy powiew wiosny, by na chwilę oderwać się od niepewnej aury i pociągania nosem. Dzięki temu powoli zaczęłyśmy już wyciągać i tworzyć dekoracje wiosenne, a nawet myślami ściągnęłyśmy kwitnące bazie, które dziś spotkałyśmy na spacerze!

Przed nami jeszcze część o lecie oraz „Noc na ulicy Czereśniowej”, której to książki jestem szczególnie ciekawa. W końcu nocą wydarzyć się może tyle ciekawych rzeczy!

Książki dostarcza: