Myślę, że śmiało można o mnie powiedzieć, że jestem osobą (zbyt) mocno emocjonalną. Płaczę na filmach i to bez względu, czy jest to scena z „Titanica”, kiedy Leo nie mieści się na drzwiach czy Magik skaczący z okna. Kiedyś w pociągu ludzie aż dziwnie na mnie patrzyli, bo nie mogłam się uspokoić, czytając „Dziwne losy Jane Eyre”. No i bez problemu na studiach przepisali mnie z niemieckiego na włoski, chociaż nie było miejsc. Życzliwość pań w dziekanacie? Cóż, być może, ale myślę, że mój płacz też mógł się do tego przyczynić. Taka już jestem i już jakiś czas temu przestałam z tym faktem walczyć. Nic więc dziwnego, że nasza domowa biblioteczka posiada większość tytułów mówiących o miłości rodzicielskiej – od wzruszającego „Kiedyś” przez wdzięczne „Co mi powiedział tata” i „Miłość” po „Małego chłopca”, chociaż mam córkę. W końcu nigdy nic nie wiadomo. Czy zatem mogłam przepuścić książce, której okładka kusi rozkosznym bobasem i tytułem, który przynosi moc przeróżnych skojarzeń rodzicowi? W ten oto sposób nasze zbiory zasiliło „Kiedy na ciebię patrzę”.

Historia sama w sobie jest prosta – rodzic spogląda na swoje malutkie dziecko i prowadzi monolog, co w nim widzi i kogo ujrzy w przyszłości. Cudownych skojarzeń jest sporo, ale morał jeszcze piękniejszy – bez względu na to, kim dziecko się stanie, rodzic będzie je kochać. Proste? I do bólu prawdziwe.

To jedna z tych książek, które pozornie zrozumie nawet kilkulatek, w końcu historia nie jest ani długa, ani skomplikowana. Na to jednak, aby dziecko udźwignęło ładeunek emocjonalny, jaki niesie ta publikacja, trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. To wcale nie wada, dzięki temu jest to książka zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica, który być może nawet uroni podczas lektury łzę (albo całe morze łez).

Ilustracje są bardzo wdzięczne, estetyczne, miłe dla oka. Jest kolorowo, co zawsze działa na plus w książkach dla dzieci. No i jest rozkładana stronica, co zdecydowanie zwiększa jej atrakcyjność. Dodając to tego dość spory format i twardą okładkę, otrzymamy książkę, która pewnie kiedyś stanie się białym krukiem. Na takie publikacje zawsze znajdą się chętni, nie tylko tacy mojego (emocjonalnego) pokroju.

Prosta, wzruszająca, z przesłaniem – polecam, naprawdę warto.

Książki dostarcza: