Kordykiewicz Maria, „Zapach szkoły”

Przyznaję – tematyka szkolna, literatura dziecięca, to wszystko mnie wciągnęło, choć nauczycielką jestem dopiero od dwóch miesięcy. Widać, ciężko oderwać się od tej pracy nawet po godzinach 🙂 Spodziewałam się powieści, postaci fikcyjnych i tym podobnych. „Zapach szkoły” jest natomiast połączeniem biografii autorki – nauczycielki z nieprzeciętnym stażem i olbrzymim doświadczeniem – z kronikami z życia szkół, w których przyszło jej uczyć. A wszystko to opatrzone zdjęciami z czasów, gdy…

Tyrmand Leopold, „Tyrmand warszawski”

Zapyta ktoś, dlaczego wybrałam tę książkę do recenzji. Przecież ja Warszawy nie lubię nawet. Ot, za duża, zbyt głośna, zbyt tłoczna i jeszcze wiele tych „zbytów” mogłabym wymienić. „Wszystko dziejące się poza Warszawą było niedobre, nudne, niewłaściwe i pozbawione wdzięku. Tak samo wszystko dziejące się w Warszawie jest dobre, interesujące, właściwe i pełne czaru i uroku. Przykład? Proszę bardzo: Gdy w Łodzi pada deszcz w Wielkanocne Święta, jest to tylko…

Dołęga-Mostowicz Tadeusz, „Znachor”

Takie rzeczy nie zdarzają się często. No może przy okazji Sparksa już się z tym spotkałam, ale ciężko przebić moją radość z momentu, gdy w pobliskiej księgarni, dodam,  że na półce z cenami śmiesznie niskimi, znalazłam…”Znachora”! Toż ja uwielbiam i to od dziecka film o takim tytule! Okładka upewniła mnie, że tym razem tytuł nie myli – to była książka o profesorze Rafale Wilczurze! Może obecność tej lektury w księgarni…

Niżyński Janusz, „Bajeczki dla dzieci”

Niektórzy mówią: „żeby ci przyszło cudze dzieci uczyć” i traktują te słowa w kategorii złorzeczenia. Otóż mi przyszło cudze dzieci uczyć, ale bynajmniej nie traktuję tego jako karę, przymus, coś co okrutny los złożył na moje barki. Co więcej, lubię swoją pracę. I dlatego, choć na co dzień zaczytuję się w romansach przeplatanych piłkarskimi biografiami, to chętnie przyjmuję do recenzji także książki dla dzieci, w których ocenie pomóc mi mogą…

Rudzki Przemysław, „Futbol i cała reszta”

„Mamy dla siebie coraz mniej czasu, a dorosłość wpędza nas w rzeczywistość paradoksu – pragniemy jej, jednocześnie odpychając rękami i nogami. Stajemy przed wyborami, których nigdy nie chcielibyśmy podejmować, ponieważ już wiemy, że nikt inny, ale właśnie my poniesiemy ich konsekwencje” Recenzja z rodzaju tych ekspresowych. Dopiero co otrzymałam książkę, pochłonięta została w jeden dzień i już doprasza się o to, by słów kilka o niej napisać. Nie bez powodu…

Wharton Edith, „Wiek niewinności”

Wiek hipokryzji – ten tytuł lepiej odzwierciedlałby XIX-wieczne realia Nowego Jorku, które zostały w książce opisane, choć tytułowa niewinność też pasuje, przybrana jest po prostu sarkazmem. Ellen Olenska – młoda hrabina, która uciekła od męża tyrana i pośród społeczeństwa  najbardziej w świecie ceniącego konwenanse, chce wziąć rozwód. Czy jednak ma do tego prawo? Przecież uczynki jednej osoby rzutują na opinię całej rodziny. Newland Archer to z kolei młody mężczyzna, którego…

Michniak Marek, Pawłowski Antoni, „40 lat w Koronie”

„40 lat w Koronie” to kompendium wiedzy o klubie, który znaczy dla mnie więcej niż wszystkie Manchestery, Barcelony i Liverpoole razem wzięte. Dość powiedzieć, że na podium moich ulubionych piłkarzy WSZECHCZASÓW znajduje się Łukasz Sierpina – między Stevenem Gerrardem i Michaelem Owenem. Albo że z racji miejsca zamieszkania – Kraków – czasem dochodziło do sytuacji kuriozalnych dla osób postronnych, tj. na kilku ekranach w krakowskim lokalu wszyscy spoglądają na rywalizację…

Brontë Anne, „Agnes Grey”

Chyba znów dopadła mnie czytelnicza gorączka powieści osadzonych w XIX wieku. Jak już sięgnie się po książkę z tego gatunku, na jednej się nie skończy. Dziś przyszła pora na kolejną z sióstr Brontë i jej „Agnes Grey”, którą otrzymałam na moje xxx (wyciął cenzor) urodziny. Książka bliska mi z racji profesji wykonywanej przez tytułową bohaterkę – gdyby przyszło mi żyć w XIX-wiecznej Anglii, zapewne zostałabym właśnie guwernantką, a moich zamiarów nie…

Brontë Emily, „Wichrowe wzgórza”

Kolejny z moich wielkich powrotów do przeszłości, kiedy powinnam odkryć, że po kilku latach ocena bohaterów zmienia się, tak jak to miało miejsce w przypadku „Rozważnej i romantycznej”. Tym razem się nie udało… „Wichrowe wzgórza” czytałam w wieku lat około dwudziestu, kiedy byłam jeszcze zbyt romantycznie usposobionym podlotkiem i potrafiłam wszelkie niegodziwości usprawiedliwiać porywem uczucia, którego większość świata nie jest w stanie pojąć i właściwie ocenić. Uwielbiałam Heathcliffa. Ekranizację obejrzałam…

García Márquez Gabriel, „Rzecz o mych smutnych dziwkach”

Jest w Márquezie coś, co mnie przeraża, mianowicie fakt, że co jakiś czas odczuwam potrzebę, by po niego sięgnąć. Niezbyt często, bo wypada to średnio co około 2 lata, nie nazwałabym więc tego masochizmem, ale bez wątpienia jest to jakaś forma samoudręczenia. Nie będę skupiać się na tematyce samej książki, bo też tytuł mówi o niej aż nazbyt wiele i w sumie dość dobrze odzwierciedla jej treść. Chodzi o Márqueza…