Ta książka od początku miała u mnie pod górkę. Czekałam na nią z niecierpliwością, jak na mało jaką publikację, a jednocześnie bałam się, czy nie zawiedzie moich oczekiwań. Bo te były wygórowane, przyznaję to szczerze. Pierwsza część, tj. „Na krawędzi wszystkiego” zachwyciła mnie tym bardziej, że wcześniej nie sięgałam po książki z takiego gatunku. Tymczasem zaczęłam czytać i przepadłam! Mimo że lubię ten stan, gdy daję się porwać lekturze i bardzo go wyczekuję, to przy ilości książek, jakie czytam, uodporniłam się trochę na efekt wow. Trzeba naprawdę dużo, by mnie zachwycić, a Jeffowi Gilesowi to się udało. Tak za pierwszym razem, jak i w przypadku „Na krawędzi mroku”.

Już sam tytuł i okładka mogą zwrócić uwagę czytelnika, nawet jeśli nie słyszał on o pierwszej części. Podejrzewam zatem, że jako okładkowa sroka tak czy inaczej zainteresowałabym się tą publikacją. Ale to, co dzieje się w środku do dopiero prawdziwa gratka dla miłośników akcji trzymających w napięciu. Bo o ile autorowi udało się utrzymać poziom z części pierwszej (no może prawie – tamta była ciut, ciut lepsza), to teraz dołożył nam coś ekstra. Rzecz nie dzieje się bowiem jak poprzednio na ziemi, ale w zdecydowanej większości przenosi się na Nizinę. Kto chce zobaczyć, jak wygląda piekło, na pewno nie rozczaruje się jego opisem w „Na krawędzi mroku”.

Taki zabieg uważam za bardzo dobre posunięcie. Bo poza zmianą scenerii mamy też coś w rodzaju zmiany perspektywy. Owszem, wiemy, co słychać u Zoe, ale na pierwszy plan wysuwa się Iks. To jego losy na Nizinie śledzimy z zapartym tchem. A porywa się on na rzecz szalenie trudną – chce w odmętach Niziny odnaleźć własną matkę, która została uwięziona i potępiona za to, że Iks pojawił się na „świecie”. Czy na Nizinie możliwa jest przyjaźń? Jaką rolę odegrają Regent i Derwisz, dwaj lordowie o sprzecznych ideałach? I wreszcie – czy dane będzie jeszcze kiedyś spotkać się Zoe i Iksowi? To i wiele, wiele więcej znajdziecie na kartach tej powieści.

Nie jestem przeciwniczką młodzieżówek, ale sięgam po nie raczej nieczęsto. Z książkami tego autora jest inaczej. Jeff Giles potrafił przekonać mnie do swojej twórczości już po pierwszych kilku stronach książki. Sądzę, że przekonał mnie na tyle, że w ciemno sięgnę po każdą kolejną jego publikację.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa IUVI.