Po sukcesie, jaki w naszym domu osiągnęła „Bardzo głodna gąsienica”, z przyjemnością sięgałyśmy po kolejną publikację Erica Carle. Tym bardziej, że od pewnego czasu kolekcjonujemy książeczki o mamusiach i tatusiach, ale niestety na większość z nich moja Zosia jest jeszcze za mała. „Tato, zdobądź dla mnie księżyc” jest takie w sam raz i pewnie dlatego szturmem podbiło serduszko naszej córy.

Nie tylko zresztą jej. Nas jako rodziców ta historia także chwyta za serca. Bo czy można sobie wyobrazić piękniejsze wyznanie miłości niż próba spełnienia marzenia własnego dziecka? Nawet jeśli jest to marzenie praktycznie niemożliwe do realizacji – bo jak zdobyć księżyc? Cóż, książkowy tata nie poddaje się tak łatwo, a jego pomysłowość sprawia, że uśmiech w końcu zagości na twarzy córeczki.

Po raz kolejny Eric Carle nie pozostawia nas z samym tekstem, ale oferuje różnego rodzaju rozkładanki (pionowe, poziome i te trudne do opisania). Zosi taka forma lektury decydowanie przypadła do gustu i ochoczo idzie za wskazówkami w postaci strzałek, rozkładając poszczególne strony. Większosć z nich jest kartonowa, więc możemy to robić bez obaw, bardziej uważamy tylko z jedną rozkładówką, która jest wykonana ze zwykłego papieru.

W przypadku dzieci starszych ta książka stanowić może ciekawy wstęp do rozmowy na temat faz księżyca, bo są one – poza relacją córki i taty – ważnym i mocnym punktem publikacji. Ilustracje są, jak zawsze w przypadku Erica Carle, piękne i estetyczne, ale w sposób nieoczywisty. Ujmują swoją oryginalnością i stylem właściwym jedynie temu autorowi. Przyznaję, że przy pierwszym kontakcie z „Bardzo głodną gąsienicą” nie rozumiałam fenomenu tego rodzaju obrazów, ale częstotliwość sięgania po tę książkę przez moją córę skutecznie mnie do tej estetyki przekonała. Teraz już sama także uwielbiam Erica Carle i uważam, że „Tato, zdobądź dla mnie księżyc” (książkę kupicie tutaj) jest nawet lepsze od gąsienicy.

Bardzo cieszy mnie także fakt, że Zosia ma w końcu książeczkę specjalnie do czytania z tatą. Mąż po powrocie z pracy nie wymiga się od wspólnej lektury, bo skoro książka jest o tacie, to córa niesie ją do poczytania właśnie jemu 🙂

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości księgarni gandalf.com.pl.