Pamiętam swój pierwszy kontakt z tą książką. Było to na zajęciach języka angielskiego w przedszkolu, w którym wówczas pracowałam. Od razu zwróciłam uwagę na to, że pani nie czytała tekstu, a… śpiewała go, a dzieciaki wraz z nią! Jako że wtedy nie byłam jeszcze mamą, a literatura dziecięca niespecjalnie znajdowała się w kręgu moich zainteresowań, ustępując miejsca romansom i obyczajówkom, to dość szybko zapomniałam o tej książeczce. Teraz zmieniło się wszystko – jako mama brzdąca zakochanego w książkach staram się być raczej na bieżąco z tym, co na rynku wydawniczym piszczy i ochoczo sięgam po perełki takie jak „Idziemy na niedźwiedzia”.

Książka opisuje rodzinną wyprawę w poszukiwaniu wielkiego niedźwiedzia. Mama, tata i dzieci dość beztrosko podchodzą do wyprawy, mówiąc nawet, że się nie boją. I o ile tekst nie należy może do najbardziej wiarygodnych (ile rodzin wybiera się na poszukiwanie niedźwiedzia?), to już sposób przedstawienia tej wyprawy ujmuje na każdym kroku. Znajdziemy tu wszystko, co sprawia, że książka ma wszelkie predyspozycje, by pokochały ją maluszki i dzieci nieco starsze.

Po pierwsze – przeplatanie tekstu mówionego i śpiewanego. Zabieg genialny, bo dzięki temu jest bardzo rytmicznie i miło dla ucha, a co dla mnie istotne – śpiewanie w tym przypadku nie wymaga wielkich umiejętności wokalnych, bo tych niestety mi brakuje. Po drugie – powtarzalność tekstu. Niektóre wersy się powtarzają, dzięki czemu dzieciom łatwiej tekst zapamiętać i tym samym włączyć się we wspólną zabawę. Kolejna ważna sprawa to występowanie wyrazów dźwiękonaśladowczych – to dzięki nim książeczka staje się odpowiednia także dla maluszków takich, jak moja Zosia. Osobiście podoba mi się także motyw naprzemienności kolorów – jedne strony są czarno białe, inne w kolorze, co tworzy ciekawy efekt wizualny.

Bardzo się cieszę, że wyszła całokartonowa wersja „Idziemy na niedźwiedzia” (książkę kupicie tutaj) i to właśnie ona jest w naszym posiadaniu. Dzięki temu Zosia sama ją ogląda i jednocześnie nie niszczy jej, więc posłuży nam dłużej.

Nie będzie przesadą (z ręką na sercu!), że po otrzymaniu tej książki, czytałyśmy (śpiewałyśmy) ją po kilkanaście razy dziennie! Córa przynosiła mi ją co chwilę, a musicie wiedzieć, że to dziecię żywiołowe i trudno jej usiedzieć na miejscu. Dla nas absolutny hit, klasyczna dziesiątka – po prostu książka kompletna!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości księgarni Gandalf.com.pl.