O tym, że ludzkie ciało to kopalnia wiedzy, nie trzeba nikogo przekonywać. O tym, że obraz do wielu, w tym z pewnością do dzieci, przemawia lepiej niż słowo pisane, też chyba niespecjalnie. I oto na tynku pojawiła się prawdziwa książkowa perełka, która łączy oba te warunki. „Gabinet anatomii” sprawił, że sama – jako osoba na co dzień obcująca z literaturą i będąca raczej na bieżąco z różnymi nowinkami – długo nie mogłam wyjść z podziwu. Jak w ogóle udało się taką książkę stworzyć, nie mam pojęcia, dla mnie ważny jest efekt końcowy, a ten jest fenomenalny.

W zestawie z książką otrzymamy trójkolorowe soczewki, które pozwalają nam na oglądanie tego samego obrazu na trzy różne sposoby. Patrząc przez „szkiełko” czerwone widzimy szkielet, zielone prezentuje nam mięśnie, a niebieskie – narządy wewnętrzne. A najlepsze jest to, że to rzeczywiście działa! Osobiście najbardziej przypadła mi do gusty wersja ze szkieletem, ale wszystkie trzy są naprawdę ciekawe. Efekt zaskoczenia potęguje fakt, że gdy patrzymy na ilustracje bez soczewek, to widzimy po prostu średniej jakości pod względem graficznym fragment ludzkiego ciała, będący plątaniną różnych kolorów. Tymczasem soczewki zupełnie zmieniają jego oblicze, wywołując u czytelnika efekt wow.

Książka podzielona jest na trzy rodzaje treści, tj. pokazanie danej części ciała i podanie podstawowych o niej informacji, rentgen będący prawdziwą ucztą dla wzroku oraz gabinet anatomii, który poszerza wiedzę z danego tematu. Taki układ treści jest o tyle ciekawy, że jednych będzie interesował jedynie przekrój ciała widziany przez soczewki, inni zaś będą chcieli dowiedzieć się czegoś o ludzkim ciele. Jedni i drudzy nie poczują się zawiedzeni.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej publikacji i choć na moją córę będzie ona musiała jeszcze trochę poczekać, to jestem pewna, że gdy już po nią sięgnie, zachwyci się i ona. Taka książka plus ciekawość świata Zosi – to musi się udać!

Książki dostarcza: