W świecie futbolu na każdym kroku dokonuje się wyborów. Ciągle słychać spory: Messi czy Ronaldo? Kuba czy Lewy? City czy United? Jednym ze starszych już, bo funkcjonującym od wielu, wielu lat na polskim podwórku jest  Gmoch czy Strejlau. Osobiście odkąd tylko sięgam pamięcią, należę do #teamStrejlau, a to za sprawą taty, który wpajał mi to od dziecka. Widocznie postulat „Orłów Gmocha” do taty nie przemówił, do mnie również nie. A że przyszło mi jakiś czas temu przeczytać książkę-wywiad rzękę z Jackiem Gmochem, to teraz dla równowagi (także psychicznej) sięgnęłam po propozycję skierowaną dla sympatyków Andrzeja Strejlaua, zresztą nie tylko dla nich.

Książki oparte na formie wywiadu mają to do siebie, że pozwalają poznać głównego bohatera zdecydowanie lepiej, niż to bywa w przypadku narracji, gdzie treść przepuszczana jest przez filtr wyobraźni autora i  – chcąc nie chcąc – jego subiektywne odczucia. Tutaj mamy Strejlaua w potężnej dawce i to w najczystszej postaci – jego własnych słów i wspomnień. Tak jak zakładałam, wyłania się z nich obraz faceta poukładanego, inteligentnego i z charyzmą. Trochę w opozycji do wizerunku, jaki tworzy wokół siebie jego „oponent”, co prawda gawędziarz pierwszej klasy, raczący nas poczuciem humoru we właściwym jedynie dla Jacka Gmocha wydaniu, ale jednak zdecydowanie mniej barwny od pana Strejlaua. Poza tematyką stricte sportową znajdziemy tu także informacje z życia prywatnego bohatera książki i bardzo dobrze – to zawsze ociepla wizerunek, sprawia, że ten ktoś z TV staje się bliższy człowiekowi, bardziej ludzki.

Ciekawym rozwiązaniem był dla mnie rozdział poświęcony Andrzejowi Strejlauowi na Twitterze. Nie miałam pojęcia o jego wzmożonej tam aktywności, a po lekturze przytoczonych wpisów poważnie rozważam założenie konta. Niedowartościowany przeze mnie portal widocznie kryje w sobie sporo niespodzianek.

Lubię oglądać mecze komentowane przez bohatera tej książki i choć nie zawsze mówimy jednym głosem i siedząc przez TV, wdaję się w polemikę z panem Strejlauem, to zawsze jest to polemika na poziomie, bo wiem, że właśnie z takim człowiekiem mam do czynienia – z człowiekiem na poziomie. Polecam nie tylko sympatykom Andrzeja Strejlaua, ale każdemu, kto ceni porządną lekturę o polskim sporcie.